sobota, 23 stycznia 2016

Opowieści z Valletty



Stolica Malty to miasto do zdeptania w jeden dzień. Powierzchnia 0,8 km2 pozwala na spokojne wędrowanie i podziwianie charakterystycznej dla wysp maltańskich zabudowy.  
W żadnym innym miejscu nie widziałam tak pięknych i fantazyjnych balkonów, żadna inna stolica nie dała się tak łatwo odkryć i wciągnąć w wir ulic z poczuciem, że tu nie sposób się zgubić. Zabawa w „skręć tu i zobacz, co jest za rogiem” nigdy nie była prostsza! Spacerowałam w górę i dół, w lewo i prawo, z szeroko otwartymi oczami i aparatem w ręku, co chwilę pstrykając fotki...

Znalazłam miejsca, w których nie było żywej duszy, w których każdy kamień opowiadał burzliwą historię kawalerów maltańskich i przypominał, że to tu broniono chrześcijaństwa przed atakiem wojsk tureckich. Czasami ciszę zamieniałam na przepychanie się przez tłum na ulicy Republiki, głównej arterii miasta, prowadzącej od Bramy Miejskiej aż po Fort Św. Elma. A wszystko po to, by ukraść dla siebie chwilę w Cafe Cordina, jednej z najstarszych kawiarni na wyspie, gdzie filiżanka cappuccino smakuje lepiej. Tu głosy Maltańczyków i turystów mieszają się, tworząc swoisty tygiel. Kto jest kim łatwo poznać po postawie, która u przyjezdnych jest bardziej spięta, a u tubylców pełne luzu i nonszalancji. Oni tu rozmawiają i prowadzą bogate życie społeczne, my spędzamy dwie chwile i ruszamy dalej. Gdzie?


Może w kolejną pełną tajemnic uliczkę, a może do tak popularnych miejsc jak Ogrody Barrakka? Na co się nie zdecydujemy możemy być pewni, że oczy nie będą mogły się napatrzeć, bo w Valletcie na każdym kroku można zobaczyć coś niezwykłego. Czy to nowy kolor balkonu, czy jakiś wspaniały budynek, pomnik, widok, a może jedynie miejsce, w którym ma się poczucie, że jest się jedyną osobą na świecie... Wrześniowe słońce boleśnie pali naszą bladą skórę, pora się gdzieś schować na smoothie, a potem znowu stajemy gotowi odkryć coś nowego z poczuciem, że to być może jedyna stolica, w której pęd życia nie jest odczuwalny i daj Boże, by tak już na zawsze zostało, by można było na zabieganej mapie świata jeszcze znajdywać stołeczne miasta, w których można zwyczajnie oddychać...

3 komentarze:

  1. Takie miejsca zawsze chętnie odwiedzam, mają w sobie właśnie ten oddech od tłumów ;)

    OdpowiedzUsuń