niedziela, 16 listopada 2014

Skąd masz pieniądze na podróże?



czyli kilka porad, dzięki którym zobaczycie, że wystarczy chcieć, a wszystko staje się możliwe


Do dziś pamiętam jak w czasie studiów z zazdrością patrzyłam na rówieśników, którzy sobie ciągle gdzieś wyjeżdżają. „Skąd oni na to wszystko mają? Rodzice im dają czy co?” – zastanawiałam się, po czym szłam do jednej z wrocławskich galerii i kupowałam buty, torebkę i jeszcze sukienkę, żeby mieć ładny zestaw :) Dziś na samą myśl, chce mi się śmiać. 

Okazuje się, że ja również byłam w stanie jako studentka odłożyć z 300 zł miesięcznie (np. ze stypendium), co rocznie dałoby 3600 zł – w sam raz na jedne 10 dniowe wakacje we Włoszech czy Hiszpanii (obecnie tyle wydaję, więc stąd takie porównanie) lub na 2 krótsze wyjazdy. To, co próbuję Wam przekazać to to, że wszystko jest kwestią priorytetów i o ile nie musicie spędzać urlopu w 5 gwiazdkowym hotelu z kilkoma basenami, to podróże są również w Waszym zasięgu.

Jak widzicie więc jako studentka nigdzie nie wyjeżdżałam, zazdrościłam innym, że to robią i masę kasy zwyczajnie przepuszczałam na rzeczy, które wcale nie były mi potrzebne. 2-3 razy w tygodniu wyjścia do kawiarni/knajp, zakup minimum 2 książek w miesiącu, balsam nawilżający, balsam na cellulit (zaraz, przecież ćwiczenia są za darmo!), do tego jakiś ciuszek lub chociaż dodatek. I tak sobie żyłam przez 5 lat w nieświadomości, że ja też mogę zacząć spełniać marzenia i podróżować. Ocknęłam się, gdy zaczęłam czytać blogi podróżnicze, pomogło też rozpoczęcie pracy, dzięki czemu mój budżet się powiększył.

Poznaliście moją historię, teraz poczytajcie o moich sprawdzonych sposobach na oszczędzanie:

1) Prowadzenie miesięcznego budżetu
Zakładając, że pracujecie, co miesiąc na Wasze konto wpływa wypłata. Posłuchajcie, jak ja gospodaruję swoją:
a) z góry w myślach odrzucam kasę, która musi pójść na ratę kredytu/rachunki/jedzenie (z M. składamy się po połowie)
b) zastanawiam się, ile pieniędzy będę potrzebować w danym miesiącu i tak wygląda mój typowy rozkład wydatków: 60 zł bilet na komunikację miejską na 2 linie (tak by móc dojechać do pracy i do miasta); 190 zł – cała reszta, czyli niezbędne kosmetyki, bułki rano w piekarni, jakieś owoce.
Tak naprawdę z powyższych 190 zł wydaję ok. 90. 100 nadwyżki więc zostaję na nieprzewidziane wydatki typu leki, dentysta, jakiś ciuszek (gdy naprawdę czegoś potrzebuję). Oczywiście niewydana nadwyżka przechodzi na kolejny miesiąc i tak po 3 można mieć już kasę na np. na buty :)
Resztę pieniędzy sumiennie odkładam na konto oszczędnościowe, które jest nienaruszalne (no chyba, że trzeba już kupić bilety na jakiś wypad;). 

2) Odkładanie całej niespodziewanej kasy na konto oszczędnościowe – tu mam na myśli premie, ale też kasę na urodzinki, święta. Z M. nie robimy sobie prezentów. I dzięki temu zamiast kupować sobie zbędne rzeczy na różne okazje, mamy za tę kasę jeden 3 dniowy wypad rocznie :)


3) Ustalenie priorytetów
I tu mam dla Was złe wieści. Jeśli naprawdę nie pragniecie podróży i nie jesteście w stanie wszystkiego dla niej poświęcić, to o ile nie macie bogatych rodziców/nie wygraliście w totka/nie zarabiacie milionów/, wyjeżdżać nie będziecie i kropka. Kocham książki, ale czy naprawdę muszę je kupować? Nie! Przecież istnieje coś takiego jak biblioteka, gdzie mogę znaleźć interesujące mnie pozycje i tym samym zaoszczędzić ok. 150 zł miesięcznie! To tylko jeden z wielu przykładów, który akurat dotyczył mnie samej. Każdy ma jakieś swoje finansowe grzeszki: jedzenie na mieście, buty, kosmetyki, itp., itd.

Powyższe rady są dla tych, którzy chcą zacząć zwiedzać świat, a nie potrafią zaoszczędzić miesięcznie ani złotówki. Uwierzcie mi, że nie trzeba zarabiać kokosów, by choć raz w roku poznać nowe miejsce. Koszt tygodniowego wypadu zagranicę w średnim standardzie (łapiemy tani lot, bierzemy pokój z łazienką i jemy w knajpach, ale tylko czasem) dla 1 osoby to ok. 2000 zł, czyli wystarczy odkładać 166,66 zł miesięcznie :) Szczerze wierzę, że każdy jest w stanie odłożyć taką kwotę, jeśli chce.

24 komentarze:

  1. Dobry wpis, mogący niektórym otworzyć oczy. Ja "uwielbiam" wprost tego typu pytania. Nie ukrywam, że też spotykałem się z podobnymi spojrzeniami czy też zwykłą zazdrością. Po pierwsze to jak najbardziej kwestia priorytetów. Poza tym jeśli wspomagają nas/wspomagali rodzice no to czy to źle. Tylko im dziękować za to. Przywołuję tu przykład rodziców, bo niektórzy stawiają niekiedy wobec ich pomocy zarzuty. Skoro stać ich na to, aby pomagali no to naprawdę nie wiem o co chodzi. I na "trudne przypadki", kiedy nie docierają żadne merytoryczne porady, odpowiedzi co do pytań jak niezbyt drogo podróżować czy też potrafią pojawiać się zarzuty, że ja tyle podróżuje a ten ktoś nie - odpowiadam, że "bardzo mi przykro, ale czy w związku z tym, że ktoś nie ma za co podróżować, albo po prostu nie podróżuje choć mógłby to ja mam też nigdzie nie jeździć" ? Dość długi ten mój komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, lubię długie komentarze :) Ta pomoc od rodziców w dorosłym życiu budzi sporo kontrowersji zawsze. Mnie moi akurat nie mogą wspomóc, ale jasne, że bym chciała, by było inaczej. Generalnie bardziej ceni się, jak ktoś się sam dorobi, bez tzw. plecow.

      Usuń
    2. Zgadzam się. Jednak moim zdaniem jest to bardzo polskie, taka typowa polska mentalność a w tym zazdrość a niekiedy może i zawiść.

      Usuń
    3. Ja też mam podobne zdanie na temat odnośnie rodziców. Mnie czasem groszem wspomagali w wyprawach (choć teraz już nie) i cieszę sie z tego. Z resztą zawsze mi mówili: jedź, zwiedzaj, oglądaj i bywaj tam, gdzie nam nie udało się jechać w życiu! Jestem i będę im za to zawsze wdzięczna :)
      Teraz jest trochę trudniej, bo z mężem radzimy sobie sami, ale i tak nie jest źle ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam Cię za ten wpis! Do mnie właśnie powoli dociera, że smutna prawda, że po prostu nie potrafię oszczędzać. Od jakiegoś czasu idzie mi coraz lepiej, ale długa droga przede mną. Doskonale pamiętam takie czasy, kiedy dosłownie liczyłam każdy grosz. Dosłownie. Pamiętam jak nagle przez brak kasy zawaliło mi się bardzo dużo rzeczy, co z tego wynikło i jakie są tego konsekwencje do dziś. Tym sobie tłumaczę to, że jak wyszliśmy z mężem na prostą to nagle chciałam nadrobić stracony czas - zaczęłam kupować ciuchy, książki, kosmetyki, wszystko to, na czym wcześniej tak cholernie oszczędzałam. I teraz usiłuję odzyskać równowagę, czyli coraz racjonalniej podchodzić do zakupów. Wbrew pozorom nie jest to takie proste, ale dam radę.

    Tak więc dziękuję Ci za ten post i za wszystkie posty ze zdjęciami z wycieczek, bo to dla mnie spora motywacja do zmian. :)

    Ufff... I to by było na tyle zwierzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że komuś pomogłam :) Życzę Ci, byś już niedługo zwiedziła całą Hiszpanię! I trzymam kciuki za Twój plan oszczędzania. Warto zrobić sobie taką miesięczną rozpiskę z wydatkami w Excelu, wtedy zobaczysz, gdzie Ci ucieka najwięcej kasy.

      Usuń
  3. Ostatnio bardzo często spotykany post, może to i dobrze. A zdanie "wszystko jest kwestią priorytetów" mogę wyrecytować o 3 w nocy, oczywiście się nie śmieje. To dobrze że podróżujący blogerzy pokazują innym że nie trzeba mieć pokaźnego konta w banku, bogatych rodziców, czy wygrać w totka, wystarczy powiedzieć sobie że podróżowanie jest tym czego się chce i wtedy już będzie z górki, rzeczy które były ważne, konieczne do kupienia schodzą na drugi plan :)
    Swoją drogą z oszczędzaniem to jest już chyba tak a przynajmniej w moim przypadku że jak już się zacznie to ciężko przestać :D

    Pozdrawiam gorąco! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku trudno tylko się trzymać takiego restrykcyjnego oszczędzania, ale z czasem wchodzi w krew :)

      Usuń
  4. Interesujące rady, z przyjemnością poczytałem. Teraz zobaczymy, jak będzie z realizacją :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na prawdę fajny i przydatny post! Nie umiem oszczędzać, a przynajmniej tak mi się wydaje, zawsze jednak mam oszczędności na tzw, czarną godzinę. Niestety lubię mieć książki, ciuchy, mam słabość do dobrych perfum :/ Trudno odmówić mi sobie wyjścia do kina, czy na obiad z przyjaciółmi od czasu do czasu. Nie potrafię zrezygnować z dobrej kawy... Ale kocham też poznawać nowe miejsca, więc z tym roku podjęłam się dodatkowej pracy, dzięki której udało mi się już troszkę oszczędzić. Teraz pytanie: remont, czy jakiś fajny wyjazd? (marzy mi się intensywnie Ameryka Łacińska) :P

    Ps. Chyba przeprowadzę się do Wrocławia, gdzie komunikacja miejska kosztuje 60 zł! Niestety w Warszawie dużo wydaję na bilet.

    Ps.2 Muszę zacząć zapisywać swoje wydatki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 60 zł na dwie linie :) Wow, dodatkowa praca to super pomysł, by zarobić na spełnianie marzeń! Mnie jednak jeden etat wystarczy;)

      Usuń
  6. Chyba zacznę myśleć nad moimi wydatkami ;( Chyba za dużo jednak się ma tych ubrań i kosmetyków..

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie tak. Zasada ziarnko do ziarnka sprawdza się świetnie w przypadku oszczędzania. Moi znajomi rzucili palenie i zaczęli codziennie wrzucać do skarbonki kwotę odpowiednią jaką by wydali na kupno papierosów. Po niecałym roku pojechali całą czteroosobową rodziną na zagraniczne wakacje a przed wyjazdem jeszcze kupili dobry aparat i dokupili obiektyw. Ten fakt zmobilizował innych znajomych do zerwania z nałogiem :). Ja to jedynie z kupna książek nie jestem w stanie zrezygnować. I herbat. I czasem czegoś fajnego do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ciężko było się z książek wyleczyć, ale się udało. Kupuję już tylko przewodniki :)

      Usuń
  8. Ha! Od jakiegoś czasu nosze sie z napisaniem dokładnie tego samego posta :) Widze, ze podchodzimy do tematu identycznie :) Priorytety! O to sie wszystko rozbija :) Jedni wola wielkie domy, inni nowe samochody, jeszcze inni drogie torebki i buty, a my uwielbiamy podroze :) I tak samo mamy na ten cel otwarte konto, tak samo wplawaja tak kazde dodatkowe grosze :) i NAJwaznejsze sa podroze :) a cala reszta? Jakos to bedzie :) najwyzej nie pojdziemy w tym miesiacu do kina, alebo do restauracji, ale co misiac jakas tam kwota na wakacje musi byc odlozona! Ciesze sie ze jest nas wiecej :) Tak trzymaj! Caluje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam teraz na Twój post w podobnej tematyce, na pewno będzie ciekawy!

      Usuń
  9. Jak ktoś kocha podróżować to zawsze znajdzie na to pieniądze. Kwestia tego na co się chce odłożyć. Znam takich, których nigdy nie stać na wyjazdy, ale na kolejne mieszkanie już tak;) Swoją drogą cieszę się, że wolę podróżować niż bez przerwy w coś inwestować. Tych wspomnień nikt nam nie zabierze. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Warto budować i inwestować w piękne wspomnienia, a nie rzeczy materialne!

      Usuń
  10. Punkt drugi mi się podoba. U mnie często wygląda on tak, że w ramach urodzin czy innego święta po prostu gdzieś jedziemy. Szkoda, że tam mało tej niespodziewanej kasy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na rocznicę zwykle gdzieś wyjeżdżamy:)

      Usuń
  11. Myślę identycznie jak Ty droga Beatriz, Marylka i inne panie...
    My z M. nie zarabiamy kokosów, wręcz przeciwnie, ale potrafię wygospodarować pieniądze na podróże, nie palę, nie wydaję fortuny na futra, drogą biżuterię itp.
    Mam znajomą, która co roku zimą kupuje nowy płaszcz i to z wyższej półki, inne Jej zakupy przemilczę. Kiedyś powiedziała mi; mnie nie stać na 2 wyjazdy w roku , jak Ciebie... No i co odpowiedzieć: Pohamuj swoje wydatki a będzie Cię stać. Na marginesie, jej dochody są znacznie wyższe od moich...
    Teraz nie mogę wyjechać gdzieś dalej, inne sprawy są dla mnie ważniejsze. ale mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się wyjechać. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy powinien robić to, co go uszczęśliwa.Może Twoja koleżanka tak naprawdę nie potrzebuje podróży, a nowe drogie rzeczy zastępują jej piękno i przeżycia z niej wynikające. Każdy jest inny i to jest na świecie wspaniałe, inaczej byłoby trochę nudno. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za taki długi komentarz :)

      Usuń
    2. Moja koleżanka też podróżuje, tylko trochę z przekąsem mówi, że my za często... Czasem myślę, że trochę nam zazdrości...
      Zgadzam się, niech każdy żyje tak, jak lubi, są rożne priorytety... Ja uwielbiam podróże :)

      Usuń
  12. Wiesz, bardzo trany post i myślę, że bez względu na to co jest naszym priorytetem to warto zostawać powyższe reguły.
    Są proste w zasadach i naprawdę można je stosować.
    Kiedy myślę o takim bardzo charakterystycznym przykładzie, że można mieć to się kocha, przypomina mi się moja serdeczna koleżanka, która kocha konie i bardzo, bardzo chciała mieć własnego. Dość długo było to tylko marzenie i trochę narzekanie, że ją na to nie stać. Któregoś dnia pod wpływem pewnej starszej osoby usiadła z kartką i długopisem i policzyła na co wydaje pieniądze. Pierwszą rzeczą jaką skreśliła z listy wydatków były papierosy jej i męża. I tak zaczęła się jej przygoda z niepaleniem i wielka miłość do własnego (nareście) konia :)
    Więc, wniosek sam się nasuwa, jeśli naprawdę się czegoś chce, to zawsze znajdziesz sposób aby to osiągnąć :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń