czyli kilka porad, dzięki którym zobaczycie, że wystarczy chcieć, a
wszystko staje się możliwe
Do dziś pamiętam jak w czasie studiów z zazdrością patrzyłam na
rówieśników, którzy sobie ciągle gdzieś wyjeżdżają. „Skąd oni na to wszystko mają? Rodzice im dają czy co?” –
zastanawiałam się, po czym szłam do jednej z wrocławskich galerii i kupowałam
buty, torebkę i jeszcze sukienkę, żeby mieć ładny zestaw :) Dziś na samą myśl, chce mi się śmiać.
Okazuje się, że ja również byłam w stanie jako studentka odłożyć z 300 zł
miesięcznie (np. ze stypendium), co rocznie dałoby 3600 zł – w sam raz na jedne
10 dniowe wakacje we Włoszech czy Hiszpanii (obecnie tyle wydaję, więc stąd
takie porównanie) lub na 2 krótsze wyjazdy. To, co próbuję Wam przekazać to to,
że wszystko jest kwestią priorytetów i o ile nie musicie spędzać
urlopu w 5 gwiazdkowym hotelu z kilkoma basenami, to podróże są również w Waszym
zasięgu.

Jak widzicie więc jako studentka
nigdzie nie wyjeżdżałam, zazdrościłam innym, że to robią i masę kasy zwyczajnie
przepuszczałam na rzeczy, które wcale nie były mi potrzebne. 2-3 razy w
tygodniu wyjścia do kawiarni/knajp, zakup minimum 2 książek w miesiącu, balsam
nawilżający, balsam na cellulit (zaraz, przecież ćwiczenia są za darmo!), do
tego jakiś ciuszek lub chociaż dodatek. I tak sobie żyłam przez 5 lat w
nieświadomości, że ja też mogę zacząć spełniać marzenia i podróżować. Ocknęłam
się, gdy zaczęłam czytać blogi podróżnicze, pomogło też rozpoczęcie pracy,
dzięki czemu mój budżet się powiększył.
Poznaliście moją historię, teraz
poczytajcie o moich sprawdzonych sposobach na oszczędzanie:
1) Prowadzenie miesięcznego budżetu
Zakładając, że pracujecie, co
miesiąc na Wasze konto wpływa wypłata. Posłuchajcie, jak ja gospodaruję swoją:
a) z góry w myślach odrzucam kasę,
która musi pójść na ratę kredytu/rachunki/jedzenie (z M. składamy się po
połowie)
b) zastanawiam się, ile pieniędzy
będę potrzebować w danym miesiącu i tak wygląda mój typowy rozkład wydatków: 60
zł bilet na komunikację miejską na 2 linie (tak by móc dojechać do pracy i do
miasta); 190 zł – cała reszta, czyli niezbędne kosmetyki, bułki rano w
piekarni, jakieś owoce.
Tak naprawdę z powyższych 190 zł
wydaję ok. 90. 100 nadwyżki więc zostaję na nieprzewidziane wydatki typu leki,
dentysta, jakiś ciuszek (gdy naprawdę czegoś potrzebuję). Oczywiście niewydana
nadwyżka przechodzi na kolejny miesiąc i tak po 3 można mieć już kasę na np. na
buty :)
Resztę pieniędzy sumiennie odkładam
na konto oszczędnościowe, które jest nienaruszalne (no chyba, że trzeba już
kupić bilety na jakiś wypad;).
2) Odkładanie całej niespodziewanej kasy na konto oszczędnościowe –
tu mam na myśli premie, ale też kasę na urodzinki, święta. Z M. nie robimy sobie prezentów. I
dzięki temu zamiast kupować sobie zbędne rzeczy na różne okazje, mamy za tę
kasę jeden 3 dniowy wypad rocznie :)
3) Ustalenie priorytetów
I tu mam dla Was złe wieści. Jeśli
naprawdę nie pragniecie podróży i nie jesteście w stanie wszystkiego dla niej
poświęcić, to o ile nie macie bogatych rodziców/nie wygraliście w totka/nie
zarabiacie milionów/, wyjeżdżać nie będziecie i kropka. Kocham książki, ale czy
naprawdę muszę je kupować? Nie! Przecież istnieje coś takiego jak biblioteka,
gdzie mogę znaleźć interesujące mnie pozycje i tym samym zaoszczędzić ok. 150
zł miesięcznie! To tylko jeden z wielu przykładów, który akurat dotyczył mnie
samej. Każdy ma jakieś swoje finansowe grzeszki: jedzenie na mieście, buty,
kosmetyki, itp., itd.
Powyższe rady są dla tych, którzy
chcą zacząć zwiedzać świat, a nie potrafią zaoszczędzić miesięcznie ani
złotówki. Uwierzcie mi, że nie trzeba zarabiać kokosów, by choć raz w roku
poznać nowe miejsce. Koszt tygodniowego wypadu zagranicę w średnim standardzie
(łapiemy tani lot, bierzemy pokój z łazienką i jemy w knajpach, ale tylko
czasem) dla 1 osoby to ok. 2000 zł, czyli wystarczy odkładać 166,66 zł
miesięcznie :)
Szczerze wierzę, że każdy jest w stanie odłożyć taką kwotę, jeśli chce.