czwartek, 16 października 2014

Florencja: praktyczne informacje, spacer ulicami miasta



Jak jest Wasz styl zwiedzania? Czy lubicie spokojnie spacerować po nowym miejscu i chłonąć jego zapachy, czy raczej gonicie, by zaliczyć wszystkie „must see”? Dużo czasu spędzacie w muzeach, czy może dobieracie je bardzo starannie, kierując się własnym gustem?

Opowiem Wam jak to jest ze mną...

Lubię sobie pospacerować, usiąść i gapić się na coś, jak mi się podoba... Czasem jednak gonię (to wtedy, gdy nie ma czasu), by zobaczyć jak najwięcej, przerażona, że już nie wrócę w to miejsce... Kocham sztukę i bardzo lubię muzea, ale tylko z ulubionymi przeze mnie nurtami. Oszalałam ze szczęścia w Musee d’Orsay w Paryżu, gdzie nie mogłam się napatrzeć na płótna impresjonistów, marzę o ujrzeniu obrazów Vermeera na własne oczy, ale już ciężkie malarstwo barokowe bardzo mi się nie podoba.


Dlatego nie poszłam do Ufizzi we Florencji, tylko po to, by móc powiedzieć, że tam byłam. Nie widziałam „Dawida” Michała Anioła, choć to przecież must see, dziedzictwo kulturowe, ale co poradzę, że rzeźby mnie nie kręcą, a po to zobaczyć tę jedną trzeba zabulić 15-20 euro. 

Nie przepadam też za zwiedzaniem wnętrz świątyń, choć akurat zdarzyło mi się widzieć kilka wspaniałych. Jakoś bycie w takich miejscach w celach innych niż modlitwa, niezbyt mi się podoba, dlatego rzadko wyciągam aparat w obiektach sakralnych....

kopię Dawida można zobaczyć na Pizza della Signoria

Florencja jest jednym wielkim dziełem sztuki i naprawdę nie trzeba nic płacić, by zobaczyć wspaniałe miejsca. Samo oglądanie budynków, spacerowanie wąskimi uliczkami, jedzenie kolejnej porcji lodów, siedzenie na jakiejś ławce z dala od centrum i obserwowanie tubylców, po prostu bycie w tym miejscu – jest fajnym przeżyciem, które w dodatku nic nie kosztuje!

Komunikacja miejska
Po mieście można poruszać się dwojako: na piechotę lub komunikacją miejską. Oczywiście polecam ten pierwszy sposób, ale poniżej ceny biletów:

- jednorazowy: 1,20 euro (zakupiony u kierowcy 2 euro!)
- nocny: 4 euro
- 24-godzinny: 5 euro
- 3-dniowy: 12 euro
- 7-dniowy: 18 euro.

Według mnie Florencja jest na tyle mała, a odległości pomiędzy poszczególnymi zabytkami na tyle małe, że całe miasto można zwiedzić, nie wsiadając do autobusu ani razu! Nawet jeśli wydaje się, że z Duomo do Piazzale Michelangelo jest kawał drogi, to przecież po drodze można zahaczyć o tyle pięknych miejsc, przejść Ponte Vechchio, pospacerować wzdłuż rzeki Arno, a potem już tylko krótka wspinaczka i jesteśmy na miejscu! Jadąc autobusem nie zobaczycie wielu uroczych zaułków lub przegapicie jakąś fajną lodziarnię ;)


Jedzenie
Florencja była najdroższym miastem, w jakim byliśmy podczas tegorocznej podróży po Włoszech (jedynie Portofino dorównywało cenom stolicy Toskanii). Poniżej znajdziecie przykładowe ceny:

- kawałek pizzy: 3,50 euro
- butelka wody niegazowanej: 1,50 euro
- ice tea: 2,50 euro
- gałka lodów: 2-3 euro
- cappuccino: ok 2,50 euro

Jeśli chcecie zjeść dobrze i w miarę niedrogo, trzeba będzie oddalić się od centrum. My pierwszego dnia genialnie trafiliśmy! Akurat schodziliśmy w dół z Piazzale Michelangelo, gdy zobaczyłam fajną małą restaurację, gdzie od razu usiedliśmy. Knajpa nazywała się I Bastioni di San Niccolo (tu link do jej strony na tripadvisorze) i można w niej zjeść dobry włoski obiad. Ja oczywiście zdecydowałam się na pizze! Quatro Formaggi kosztowała 7 euro i była pyszna, najlepsza, jaką jedliśmy w trakcie tego wyjazdu. We Włoszech powszechne jest wliczanie przez lokal do rachunku opłaty za serwis, czyli za to, że sobie siedzimy i jemy, a kelner nam podaje serwetki i sztućce. W tym lokalu było to 1,50 euro od osoby, więc nie tak źle.

Niezła jest też pizza na kawałki w Pizzeria a taglio, gdzie jedzenie można łączyć z podziwianiem katedry.


Nie zdziwcie się też, gdy ktoś Was zapyta, czy chcecie cappuccino wypić na stojąco, czy może na siedząco w środku lub na zewnątrz :) Od Waszego wyboru zależy cena. Oczywiście najdrożej będzie pić kawę przy stoliku na zewnątrz lokalu.

Lodziarnie
Te dwie przetestowałam i polecam! Pierwsza w ścisłym centrum, a do drugiej można zejść, wracając z Bellosguardo (jest przy samym moście Carraia).

Grom Il Gelato Come Una Volta    

Via delle Oche, 24-red
50122 Firenze
 

Gelateria la Carraia

Piazza Nazario Sauro, 25-red
50124 Firenze

Nocleg
Sama nie wiem, ile godzin spędziłam na booking.com, szukając noclegu w stolicy Toskanii... Ceny horrendalne! Podobne do tych w Rzymie czy Paryżu. W końcu hotele sobie odpuściłam i tak znalazłam pensjonat Cicerone Guest House, 7 minut piechotą od Duomo. Nocleg ze śniadaniem w sezonie w pokoju dwuosobowym z łazienką kosztował 80 euro, w okresie zimowym (z tego, co widziałam) jest to 70 euro. Do ceny trzeba doliczyć podatek miejski w wysokości 2 euro/os/noc. Polecam ten pensjonat z całego serca, właścicielka jest bardzo miła i widać,że się stara. Jest czysto, duży wybór pieczywa na śniadanie, pysznego i chrupkiego, do tego prawdziwa włoska kawa, którą właścicielka przygotowuje! Jak tutaj klikniecie, to przeniesiecie się na stronę Cicerone Guest House na bookingu.

No to jeszcze kilka zdjęć i żegnamy piękną Florencję! Następnym razem Siena!













sobota, 11 października 2014

Florencja: Palazzo Pitti i punkty widokowe



Drugiego dnia we Florencji wybraliśmy się zwiedzić jedne z najpiękniejszych włoskich ogrodów – Boboli, będące dopełnieniem Pałacu Pitti. Niestety pan w okienku poinformował mnie, że akurat w tym tygodniu nie można zwiedzać ogrodów, bo jest jakiś remont :( Byłam załamana :(((

Na osłodę postanowiliśmy więc chociaż obejrzeć wnętrza pałacu, w których obecnie znajduje się kompleks muzealny, na który składają się:
- Galleria Palatina (z dziełami m.in. Rubensa, Rafaela i Tycjana)
- Apartamenty Królewskie
- Galeria Sztuki Współczesnej
- Galeria Kostiumów
- Muzeum Wyrobów Srebrnych.


Budowę pałacu rozpoczęto w XV wieku dla rodu Pittich. Po śmierci właściciela – bankiera Luci Pittiego, budynek kupili Medyceusze, chcąc uczynić z niego rezydencję Wielkiego Księstwa Toskanii.

 > > > cena biletu wstępu do Palazzo Pitti: 11,50 euro < < <

Wnętrza pełne są przepychu, wszechobecne są złocenia, a na ścianach pełno obrazów. W Apartamentach Królewskich, do których przechodzi się bezpośrednio z Galerii Palatina, napstrykałam trochę fotek, wyobrażając sobie jak kilkaset lat temu Medyceusze sobie żyli:



Kaplica domowa:


Znalazła się nawet łazienka Napoleona:


 Sala tronowa: 


I wreszcie komnaty prywatne 





z takimi widokami z okna:



W zasadzie mogłabym sobie trochę pomieszkać w takim pałacu, zwłaszcza, gdybym mogła pić kawę z takim widokiem jak wyżej <3

Po zwiedzaniu pałacu udaliśmy się w lewo, w stronę Bellosguardo, punktu widokowego, o którym wyczytałam na jakimś forum.

Dotarcie na miejsce wcale nie było takie łatwe, bo mapa w przewodniki kończyła mi się 2 kilometry przed celem... Ale weszłam do jakiejś kawiarni spytać o drogę i miły pan kelner poszedł z nami kawałek, aż nie byliśmy już na prostej drodze do Bellosguardo :))) Włosi są wspaniałym narodem pod tym względem, zawsze uśmiechnięci i chętni do pomocy :)

A droga na miejsce wyglądała tak:





A to już widoki z Bellosguardo:




Jak widzicie dużo zieleni i cisza, spokój. Całkiem inaczej niż na Piazzale Michelangelo, gdzie trzeba stać w kolejce do najlepszych punktów widokowych... Po drodze na Bellosguardo nie spotkaliśmy żywej duszy, a i na miejscu zaledwie kilku miejscowych. Mam wrażenie, że niewielu turystów wie o istnieniu tego miejsca.

Pokaźny tłum można za to spotkać na Placu Michała Anioła, skąd rozciągają się bajeczne widoki na miasto. Te, które znajdują się na wielu pocztówkach z Florencji.

I tu droga dostarczała niemałych wrażeń :)




A to już sam plac, trochę kiczowaty, pełen ludzi i sprzedawców wszystkiego, co tylko turysta może potrzebować:



Ale widoki boskie, przyznajcie sami! I do tego za darmo!





To tyle na dzisiaj :) Następnym razem pospacerujemy jeszcze ulicami Florencji i będzie to już ostatni post z tego miasta.

Miłej niedzieli, korzystajcie z pięknej pogody! Jesień jest cudna!

niedziela, 5 października 2014

Florencja: o tym jak efekt Stendhala stał się moim udziałem, czyli bliskie spokanie z Katedrą Santa Maria del Fiore



To po pobycie w tym mieście francuski pisarz Stendhal doświadczył zawrotów głowy i szybszego bicia serca. Powód? Nagromadzenie zbyt dużej ilości wspaniałych dzieł sztuki w jednym miejscu. Dziś o każdym kto doświadcza podobnych objawów pod wpływem piękna Florencji, mówi się, że ma efekt czy też syndrom Stendhala. A jak to było ze mną?

Całą Florencję zwiedziłam na piechotę, ani razu nie korzystając z komunikacji miejskiej. Dwa dni chodzenia wąskimi uliczkami miasta, bez mapy i planu, gubienia się i odnajdywania na uroczych placykach czy przy powalających świątyniach. I wszędzie te nieznośne tłumy, pchające się, krzyczące i zadeptujące bezlitośnie miasto i jego historię. Chcesz zwiedzić Uffizi, zobaczyć „Dawida” Michała Anioła? Kup wcześniej bilet przez Internet, inaczej czeka Cię stanie w gigantycznych kolejkach. 

Stolica Toskanii jest miastem o niezwykłej urodzie, takim, którego piękno powala na kolana.

Posłuchajcie...

Spacerowaliśmy uliczkami miasta, pomału skracając dystans dzielący nas pensjonat od Katedry Santa Maria del Fiore, usytuowanej przy centralnym placu miasta. Tu przepychanie się między ciasno rozstawionymi stoiskami targu przy Bazylice San Lorenzo, tam kolejne lodziarnie kuszące smakami (cenami trochę mniej) i nagle skręcamy w lewo, wprost na główną fasadę Duomo...


Może gdybym szła ulicą z której widać katedrę i stopniowo powiększyłaby mi się w oczach szok nie byłby tak wielki... A tak co? Zobaczyłam, stanęłam i cofnęłam się z powrotem! Efekt Stendhala gotowy! Szok estetyczny, łzy w oczach, niedowierzanie: ale jak to człowiek stworzył coś tak niewiarygodnie pięknego?

Pracę nad budową Duomo rozpoczęły się w 1296 roku, a skończyły w...1887!!! 600 lat budowy, zmieniające się style architektoniczne (pierwotny gotyk unowocześniono w XIX wieku stylem neogotyckim) i mamy cud, prawdziwą perełkę wśród świątyń świata. Katedra Santa Maria del Fiore już wskoczyła na 1 miejsce mojego rankingu najpiękniejszych zabytków sakralnych, strącając z szczytu paryską Sacre Coeur.



Szczególnie cudowna jest zbudowana z czerwonego marmuru kopuła.



Całości dopełnia dzwonnica Giotta, na której szczyt wiedzie 414 schodów i podobno rozpościerają się z niego cudowne widoki na kopułę. Niestety nie miałam okazji tego sprawdzić, bo by wejść na wieżę trzeba stać w długiej kolejce...



Cudowne są też widoki na katedrę z bocznych uliczek, odchodzących od głównego placu.



Niemałych wrażeń dostarcza też spacer późnym wieczorem, gdy słońce zachodzi, a ulice miasta rozświetlają latarnie.



Oczywiście najpiękniejsze widoki rozpościerają się z punktów ku temu przeznaczonych, ale o tym następnym razem :) 

poniedziałek, 29 września 2014

Włochy 2014: plan i organizacja wyjazdu, pogoda we wrześniu



Sobota, na chwilę przed północą. Wysiadam z samolotu w Krakowie i ogarnia mnie przerażające zimno. Są może 2 stopnie. Zmarznięta kieruję się w stronę terminalu i z rozrzewnieniem wspominam ciepłe włoskie morze i piękne jesienne słonko. Myśli o słonecznych dniach w cudownych Włoszech będą mnie rozgrzewać przez całą jesień i zimę, aż do kolejnej podróży...


Pomysł na wrześniowy wypad do Włoch urodził się w mojej głowie po powrocie z Grecji na początku czerwca. Nie wiedziałam jednak, czy plan uda się zrealizować, bo niestety mamy dużo wydatków, związanych z remontem. Ostatecznie jednak podwyżka pozwoliła na odkładanie większych kwot na konto oszczędnościowe :) No to pozostało obmyślić plan wyprawy i kupić tanio bilety :)

> > > Bilety Ryanair na trasie Wrocław-Bolonia: 84 zł/os/lot < < <

O Florencji i Toskanii marzyłam od zawsze. Niestety okazało się, że wynajęcie auta we Włoszech nie jest najtańsze, a komunikacja publiczna nie dociera do najpiękniejszych zakątków Toskanii. Od razu musiałam więc odrzucić rajd po winnicach i przejazd Val d’Orcia. Musieliśmy skupić się na miejscach, w które sprawnie i szybko można dotrzeć pociągiem lub autobusem, i tak początek wypadu wyglądał tak:
a) lecimy samolotem 21.09.2014 r. o 6.30 z Wrocławia do Bolonii
b) w Bolonii po dostaniu się na dworzec wsiadamy w szybki pociąg (koszt 13 euro/os, klasa super economy, kupione wcześniej online)        do Florencji i tam jesteśmy od niedzieli do wtorku
c) w poniedziałek z Florencji jedziemy autobusem do Sieny
d) we wtorek późnym popołudniem jedziemy pociągiem do Pisy i tam mamy kolejny nocleg
d) w środę rano jedziemy pociągiem do Lucci (z Pisy to tylko pół godzinki).
 > > > aerobus Bolonia lotnisko - dworzec główny: 6 euro/os< < <

Tak wyglądała część toskańska. Rajd po winnicach zostawiamy sobie na kolejny raz z powodu kosztów wynajęcia auta... Toskania graniczy jednak z innym pięknym regionem, po którym można bardzo łatwo poruszać się pociągiem – Ligurią, a jako, że marzyłam także o Cinque Terre i legendarnym Portofino, to udajemy się właśnie tam :)
a) w środę wieczorem wsiadamy w pociąg w Pisie do La Spezii (jedzie trochę ponad godzinę), która jest naszą bazą wypadową do zwiedzania Ligurii
b) w czwartek jedziemy rano pociągiem do Santa Margherita Ligure i tam wsiadamy w autobus do Portofino (to jedna z dwóch możliwości dotarcia do Portofino, więcej w poście o tym miejscu już wkrótce)
c) w piątek zwiedzamy Cinque Terre, przechodzimy część szlaku i zwiedzamy miasteczka
d) w sobotę zwiedzamy Portovenere w słynnej Zatoce Poetów, a wieczorem wsiadamy w pociąg do Pisy i stamtąd o 21.50 wracamy do Polski, do Krakowa.
 > > > Bilety Ryanair na trasie Pisa-Kraków: 97 zł/os/lot < < <

No to tak wyglądał plan, zrealizowany zresztą w 101% 

A oto i kilka zdjęć z miejsc, którymi będę Was katować przez najbliższe tygodnie, miesiące ;)








Pogoda we wrześniu w Toskanii i Ligurii

Jak widzicie po zdjęciach pogoda się nam udała :) Przed wyjazdem z niepokojem oglądałam prognozy pogody, które zapowiadały ulewy przez połowę tygodnia. Całe szczęście nic takiego nie miało miejsca. W środę było trochę chłodno i bardzo pochmurno, i prawie nie było widać nieba, ale poza tym było ciepło od 25-30 stopni, błękitne niebo i piękne słonko ;))) 

Druga połowa września wydaje się być więc idealna, by odwiedzić Toskanię i Ligurię. Nie ma już nieznośnego upału, a słońce nadal przyjemnie świeci.

Włosi jednak powiedzieli nam, że mamy szczęście do pogody, bo podobno w tej części kraju tego lata było pochmurno i deszczowo. Pozostaje mi więc się cieszyć, że nam świeciło słońce prawie przez cały czas :)

Pozostałe praktyczne informacje i dokładna relacja z wyjazdu w postach z poszczególnych miejsc.

Do napisania! Tymczasem lecę ogarniać zdjęcia, mam ich 3 tysiące! (oops, I did it again...)