środa, 23 listopada 2016

„Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata” Kacper Godycki-Ćwirko



„Ta książka jest jak wirus, którym każdy chciałby się zarazić”

Inspiruje, porywa, skłania do myślenia. Bawi, wzrusza, zachwyca. Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata – kto ma odwagę, by zrobić coś takiego? To o czym Cejrowski od dawna mówi, dokonał Kacper Godycki-Ćwirko, pracownik korpo, który pewnego dnia powiedział „dość”, spakował plecak i wyruszył w świat.


Ile odwagi trzeba mieć, by zostawić wszystko?

„- Żeby tak wyruszyć w świat, trzeba być szalonym.
- Nie, trzeba być szalonym, żeby tu zostać.”

Kacper pokazuje, że naprawdę można. Nie trzeba mieć wielkich pieniędzy, by spełniać marzenia. Wystarczy chcieć. I mieć odwagę. Za drzwiami ciasnego mieszkania czeka przygoda, świat, smaki i zapachy. A jeśli jeszcze się wahacie, targają Wami wątpliwości, posłuchajcie:

„W czasie mojej podróży spotkałem wiele osób, które uświadomiły mi, że życie mija zbyt szybko, by warto było tracić czas na pracę tylko po to, aby dotrzymać kroku innym, by nie mieć mniej. Pracować, aby kupić dom, samochód, superciuchy. Ubrania szybko przestają być modne, dom staje się za ciasny, samochód zbyt wolny i znów musimy pracować więcej, bo trzeba kupować. Po co koncentrować się na posiadaniu, jeżeli nie mamy czasu dla tych, których kochamy? Jeśli nie starcza dnia, aby dzielić się tym, co mamy? Po co nam szybki i mocny samochód, jeżeli nie możemy uciec nim od szarości miasta i rutyny gdzieś w góry czy nad morze razem z rodziną? Oczywiście, trzeba pracować. Ale może nie aż tyle? Tutaj przekonałem się, że Europa jest zimna, bo ludzie nie są blisko siebie. Nie wymieniamy uścisków, ani uśmiechów. A gdy ktoś spojrzy na nas w metrze, uciekamy wzrokiem. Pracujemy bez większej ochoty, bo zawsze znajdzie się jakiś szef czy kolega z pracy, który działa nam na nerwy tak bardzo, że jej nienawidzimy… Wracamy do domu wykończeni. To chwila by zjeść kolację i powiedzieć swojej połowie jak bardzo jesteśmy wkurzeni z powodu tego gościa z pracy, którego nienawidzimy, no i z powodu korków, w których tkwiliśmy przez ponad godzinę. Ale było warto, nadal mamy pracę, dzięki której kupimy nowy telewizor z płaskim ekranem, czterdzieści dwa cale, w którym idealnie widać, że książę Monako nadal jest kawalerem, a Ricky Martin powiedział, że jest gejem”

Jest rozpoczynanie nowego życia w Meksyku na jednej z plaż Jukatanu. Nowa Zelandia, Kuba, Wyspy Cooka, rozrywkowe Sydney, artystyczne Buenos Aires, powódź w Peru, boliwijskie bezdroża. Wreszcie Afryka. I ukojenie. Kacper odnajduje swoje miejsce. Czytelnik zazdrości. Też by chciał. Ale boi się wyjść poza schemat. Nadal będzie żył przez 26 dni w roku. Od podróży do podróży.  

A w międzyczasie mnóstwo marzeń i przekonanie, że mnie to nie dotyczy. To inni tak żyją, ja bym przecież nie mogła...

6 komentarzy:

  1. Zazdroszczę autorowi odwagi, ja chyba jednak nie umiałabym tak wszystkiego zostawić i wyruszyć w podróż... Ale chętnie bym o tym poczytała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomimo tego, że kocham podróże to nie wiem czy rzuciłabym dla nich wszystko. Myślę, że świadomość dobrego i poukładane życia z możliwością podróżowania co jakiś czas też jest fajną opcją więc póki co niech u mnie tak zostanie...A na starość zobaczę :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ekstra tylko.. skad wziac na to pieniadze? :) Niestety, sa one bardzo potrzebne do zycia :<

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem szczerze, że mnie nie przekonują takie opowieści. Mam tę książkę, ale jej do końca nie przeczytałam. Może wynika to z mojej sytuacji rodzinnej. Mam dzieci i gdybym sprzedała lodówkę to nawet na bilety lotnicze by nie starczyło ;) . A tak poważnie, nawet gdybym była singlem to taki sposób podróżowania nie jest dla mnie. Mam podobne zdanie jak Mo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że w życiu jest czas na szaleństwo, i jest czas na stabilizację. Mnie wciąż się to zmienia, choć chyba w głębi duszy chciałabym rzucić wszystko, sprzedać lodówkę (choć nie mam nawet swojej, więc byłby to kłopot) i wyjechać. Przed siebie. Zostawić wszystko i wszystkich. Być po prostu trochę taką egoistką (to zarzut jedynie dla mnie, nie dla osób które podróżują samotnie). Książkę przeczytałam, ale średnio przypadła mi do gustu niestety.

    OdpowiedzUsuń
  6. To chyba zależy od tego ile masz do porzucenia. Najważniejsze to iść własną drogą i nie szukać uniwersalnej recepty na szczęście dla wszystkich. Dlatego ja wyjeżdżam częściej, niż jestem na miejscu. I tak mi dobrze, na razie.

    OdpowiedzUsuń