niedziela, 21 maja 2017

Aveiro i Costa Nova, czyli portugalska Wenecja i pasiaste domki



Nazywanie Aveiro portugalską Wenecją jest pomyłką. Jasne, jest tu sieć kanałów, przecinających miasto i kolorowe, długie łodzie - moliceiros, którymi można popływać. Ale... 



Dla mnie Aveiro jest zbyt pstrokate i kiczowate. Nie podobało mi się tu absolutnie nic. Spacerowałam ulicami, oglądałam budynki we wszystkich kolorach tęczy, wypiłam filiżankę kawy, pogapiłam się na otoczenie. I nie chciałam niczego więcej. 
 
To była krótka wizyta i jedyne, co z niej miło wspominam, to autobus, którym dostałam się do uroczej mieściny - Costa Nova, słynnej z powodu pasiastych domków surferów. Przystanek w Aveiro znajduje się przy głównym kanale, naprzeciwko szkoły angielskiego. Podróż trwa ok. 20 minut i dobrze wcześniej sprawdzić rozkład, bo autobusy kursują z różną częstotliwością. Bilet kupuje się bezpośrednio u kierowcy. 
 
Po rozczarowaniu Aveiro, o którym słyszałam od znajomych, że "tam jest tak pięknie" i "koniecznie muszę", nie nastawiałam się już na nic. Coste Nove i jej pasiaste domki zobaczyłam gdzieś na zdjęciu i zachciało mi się tam pojechać, cyknąć parę fotek i może jeszcze przywitać się z oceanem. 


No i tak było. Prawie.
 
Gdy wysiadłam z autobusu pięknie świeciło słońce, choć na niebie zaczynały zbierać się chmury. W ciągu kilku minut to co było obłoczkami zmieniło się w burzowe chmurzyska. Był marzec, a powietrze pachniało deszczem. Wiedziałam, że lada chwila spadnie na mnie ściana deszczu. Miałam więc jedyną szansę, by zobaczyć ocean. 




Popędziłam przez miasteczko i przybyłam na chwilę przed burzą. Było niesamowicie. Po co komu błękitne niebo, gdy teraz jest takie piękne światło - zastanawiałam się. Biały piasek, czarne niebo i nieśmiało przedostające się promienie słońca. Zachwyciłam się. 




Stałam oniemiała i patrzyłam na te piękne okoliczności. Nic to, że za chwilę rozpętała się burza, która połamała mi parasol, i cała przemoczona schroniłam się w sklepiku z pamiątkami. Costa Nova zauroczyła mnie całkowicie. Piękna, niewielka, spokojna mieścina, w której czułam, że oddycham. Do takich miejsc się wraca.

8 komentarzy:

  1. Słyszałam o Aveiro same pozytywne opinie, więc Twoja będzie tą pierwszą, którą zapamiętam na dłużej, bo jest nieco inna niż osób, z którymi do tej pory rozmawiałam lub o których czytałam. Na zdjęciach nawet mi się podoba. Jak byłoby w rzeczywistości, tego nie wiem ;)
    Costa Nova wygląda nieziemsko! Te domki są urocze i bardzo przypadły mi do gustu. Ocean prezentuje się fantastycznie, a to zdjęcie na miasteczko przed burzą jest GENIALNE! :) Muszę zapamiętać tę drugą miejscowość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te pasiaste domki ciekawe, ale zdjęcia nieba, oceanu i plaży - niesamowite! Cudnie to ujęłaś.
    Moc ciepłych pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście, to połączenie burzowych chmur i jasnego piasku robi niesamowite wrażenie.
    A domki są bardzo ładne - wieje od nich optymizmem:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Malowany świat, pięknie pokazany.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne te ostatnie zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To ciekawe co piszesz - faktycznie wszyscy, których dotąd czytałam zachwycali się miasteczkiem i mnie również podobają się pasiaste chatki i wydmy. Zastanawiam się, jak to będzie, gdy tam dotrę, chyba uda się jesienią.
    Niebo jest jednak genialne! A kościółek jak żywcem wzięty z kolonialnych miasteczek w Brazylii. W sumie logiczne. :)
    Świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Burzowe chmury dodały smaku tym widokom. Niestety obydwu miejsc nie odwiedziłam, ale dotychczas słyszałam o nich same dobre opinie. Najlepiej byłoby samej się przekonać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś pierwszą osobą u której przeczytałam, że jej się nie podoba Aveiro. Chciałabym się przekonać, jakie na mnie zrobi wrażenie :) .

    OdpowiedzUsuń