niedziela, 12 lutego 2017

Bergamo – spacerkiem na San Vigilio



Należę do tych osób, które wyjeżdżają nie po to, by leżeć na plaży, ale by sobie połazić. Na wakacjach wstaję wcześnie rano, by jak najwięcej zobaczyć, przeżyć, poczuć... Lubię, gdy wieczorem bolą mnie nogi, a plażowe lenistwo męczy mnie bardziej niż całodniowy city break. Dlatego staram się zawsze zdeptać miejsce,  w którym jestem, trochę się zgubić, zajrzeć w każdy kąt. Mając takie priorytety nie mogłam wjechać kolejką na San Vigilio. Musiałam tam wejść, zrobić zdjęcia z trasy, zwiedzić wzgórze i ponownie zejść. 

Dzisiaj już ostatni post z wrześniowej wyprawy do Włoch. Będzie dużo zdjęć, mających zachęcić Was do wędrówki. Oczywiście Włochy na blogu w tym roku na pewno jeszcze będą – nie wyobrażam sobie choć na chwilę tam nie wyskoczyć. Tam jest moja Arkadia. Tymczasem zapraszam.











5 komentarzy:

  1. Jak tam pięknie :) Moja siostra jedzie tam za tydzień to choć na zdjęciach zobaczę, jak wygląda Bergamo zimą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobnie do Ciebie... nie potrafię leżeć na plaży. Cudnie tam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę tam, chcę! To mój drugi post o Bergamo, jaki dziś przeczytałam. Czy to przypadek, czy przeznaczenie? Tam mnie bowiem jeszcze nie było.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń