środa, 5 sierpnia 2015

Ucz się wypoczywając, czyli kursy angielskiego na Malcie



Kiedy myślę Malta przed oczami widzę kolorowe łódeczki, leniwie dryfujące po wodach Morza Śródziemnego, balkony Valletty, tworzące niepowtarzalny bajkowy krajobraz, kamienne mury Mdiny – miasta ciszy i wreszcie zmieniające barwy jaskinie Blue Grotto. 


Wszystko to i jeszcze więcej mam nadzieję zobaczyć już wkrótce, bo za trochę ponad miesiąc – w czasie mojego wrześniowego urlopu. Na razie czytam, oglądam i trochę planuję, ale czuję, że tydzień na Malcie będzie jednym z fajniejszych wyjazdów. Gdy do granic Polski nieśmiało pukać będzie jesień, ja powitam jeszcze raz lato. 



Poza tym, że jest bardzo atrakcyjna turystycznie, Malta ma jeszcze inne bardzo ważne zalety: jest tu taniej niż w Grecji przed kryzysem, słońce świeci praktycznie przez cały rok, a językiem urzędowym jest angielski, a co za tym idzie są tu idealne warunki, by podszkolić swoje umiejętności i wziąć udział w kursie! 

Przy wyborze kursu językowego zagranicą ważne jest, by odbywał się w kraju,w którym dany język jest językiem urzędowym. Oznacza to, że nie pojechałabym na kurs niemieckiego do Anglii, ani na kurs angielskiego do Hiszpanii. Najwięcej nauczycie się, jeśli naukę będziecie łączyć z praktycznym wykorzystaniem umiejętności, czyli konwersacjami ;) Każdy kto był w UK wie jakie tam są ceny, nasz 3-dniowy wyjazd do Londynu kosztował tyle, co tydzień w Grecji. Dlaczego więc nie uczyć się angielskiego na Malcie? 

Taką szkołą językową z prawdziwego zdarzenia, która posiada akredytację EAQUALS, własny basen i ogromny ogród na dachu, jest, zlokalizowana w malowniczej zatoce St. Julian’s, Maltalingua

Standardowy kurs języka angielskiego kosztuje 220 euro za tydzień, ale jeśli zdecydujemy się na wyjazd na 2 tygodnie – zapłacimy 390 euro, czyli 195 euro za tydzień! Zasada jest prosta: im dłuższy kurs, tym tańszy.

Poza tym szkoła ma teraz bardzo fajną promocję – na wszystkie kursy rozpoczynające się po 14 września przysługuje 25% zniżki!

W ofercie są też lekcje indywidualne, angielski biznesowy, intensywny, przygotowanie do egzaminu IELTS. Dodatkowym bonusem jest możliwość zakwaterowania w jednym ze szkolnych apartamentów (tu ceny zaczynają się już od 119 euro za tydzień poza sezonem!) lub u lokalnej rodziny (już od 161 euro za tydzień z częściowym wyżywieniem!).



Szczegółowe informacje i cennik znajdziecie tutaj: http://www.maltalingua.pl/ceny/2015/

To, co jeszcze wyróżnia Maltalingua spośród innych szkół to to, że zatrudniają osobę, która pomaga w organizacji wycieczek po wyspie. W dodatku część z nich jest już wliczona w cenę kursu, a za inne co prawda trzeba zapłacić, ale Maltalingua oferuje dla swoich kursantów atrakcyjne rabaty i promocje!



A oto opinie o Maltalingua, które znalazłam w Internecie:

I was very satisfied with the whole organization(…) The building with all classrooms is very nice, bright and has a friendly atmosphere! The teachers were all very friendly and good prepared for all different kind of people, English levels and questions. To sum my language journey up, it was the right decision and I would always book at this school again. Andrea, Niemcy

My experience in Malta was GREAT!! I have improved my English so is 24 hours of English (at school and outside), also I had known interesting people, I have made new friends and I have enjoyed the sunny weather of Malta. It is fantastic to do the homework in the beach meanwhile you are getting tan... J This kind of experiences are unforgettable and of course I wish to come back to Malta (…)The course and the lessons are well organized so in one week we study grammar and new vocabulary, and also we do writing, listening, speaking... and you can feel as the teachers are following your improve. The school activities were perfect to now the classmates, to share experiences and to know about Malta (culture, history, interest places...). The activities were well organised and each week we had different things to do and different places to visit. Ester, Hiszpania

Ci, którzy są ze mną od początku, pamiętają, że sama kiedyś brałam udział w kursie językowym zagranicą. Miesiąc intensywnej nauki niemieckiego w Wiedniu dał mi więcej niż rok nauki w Polsce! Dlaczego? Po pierwsze z niemieckim miałam do czynienia cały czas, musiałam dogadać się w sklepie, kawiarni czy atrakcjach turystycznych, nie wspominając już o codziennych konwersacjach z członkami mojej grupy czy ludźmi z akademika. Do Wiednia pojechałam sama, szprechając jedynie w stopniu podstawowym, a gdy wróciłam i poszłam na test kwalifikacyjny w Polsce okazało się, że w czasie tego miesiąca przeskoczyłam aż 2 poziomy! Poza tym poznałam ludzi z całego świata, a z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt :)



Na Maltę dolecicie tanimi liniami Ryanair z Wrocławia i Krakowa, lub Wizzair z Warszawy i Gdańska. Ceny biletów zaczynają się już od 250 zł/os/dwie strony.

sobota, 1 sierpnia 2015

Moja sycylijska miłość: Castellammare del Golfo



Długo trwa, zanim człowiek jakoś dojdzie do siebie. Znaczy, stanie się sobą. Zrozumie, co lubi. Potem pojedzie na jakieś wakacje życia i tam spotka go coś wyjątkowego.Trochę rzeczy po drodze zrozumie. Nauczy się rozmawiać z ludźmi. Będzie miał prywatną ścieżkę dźwiękową do życia: zestaw ulubionych piosenek na Youtube. Te wszystkie książki, które przeczytał jakoś go zbudują. A. Wolny-Hamkało

Macie tak, że gdy czasem przyjeżdżacie do jakiegoś miejsca wiecie, że to jest tu i nigdzie indziej? Że tu wszystko do siebie pasuje, jest to coś nieokreślone, czego się od dawna szukało. Miałam już przebłyski w Tossie de Mar, w liguryjskim Portovenere, ale chyba na dobre dopadło mnie w małym zapyziałym miasteczku na Sycylii, w którym życie toczy się swoim rytmem, a mieszkańcy nie zawracają sobie głowy turystami, których i tak pod koniec czerwca było jak na lekarstwo. Gdzie jest to miejsce, moja miłość od pierwszego wejrzenia? 



Gdzieś pomiędzy San Vito Lo Capo a Palermo, niedaleko Scopello i obłędnego rezerwatu Zingaro znajduje się ta niepozorna mieścina – zwana przeze mnie boskim Castellammare del Golfo. To tu spędziliśmy 4 cudowne dni, będąc na Sycylii. Leżeliśmy na długiej piaszczystej plaży Spiaggia, spacerowaliśmy po porcie i wąskich uliczkach, a każdego wieczoru wspinaliśmy się w górę Corso Umberto do odkrytej przez nas knajpki lokalesów z przepysznym domowym jedzeniem i niewiarygodnymi cenami. Jeden dzień przeznaczyliśmy też na wyprawę do Zingaro, ale o tym będzie innym razem. Dzisiaj posłuchajcie...






Castellammare del Golfo to malownicze rybackie miasteczko, którego nazwa wzięła się od arabsko-normańskiego zamku, w którym dziś mieści się muzeum. Chociaż jest tu pełna infrastruktura turystyczna z bogatą bazą noclegową i lokalnymi biurami podróży, to nie jest to miejsce tak zatłoczone jak Cefalu, którego uliczkami nie sposób było przejść, czy San Vito Lo Capo, posiadające najładniejszą na Sycylii plażę (podobno, dla mnie ta w Castellammare była idealna!). Tutaj też można jeszcze poczuć ducha Sycylii, poobserwować życie jej mieszkańców, którzy wydają się nieustannie mieć sieste. 

Zafascynował mnie zwyczaj wynoszenia krzeseł przed dom, by sobie pogadać z sąsiadami. U nas babcie wystające z okien to coraz rzadszy widok i głównie w małych miejscowościach. Na Sycylii to rytuał. Koniec siesty oznacza czas spotkań, rozmów, picia wina i grania w karty. Taka prawdziwa mała społeczność, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą, gdzie niszczycielska moc cywilizacji z nałogowym siedzeniem na fejsie i oglądaniem wszystkich seriali, jakie się da, jeszcze nie dotarła. Sycylijczycy zdają się w cudowny sposób łączyć piękno rozmowy z dobrodziejstwami XXI wieku. I za to ich kocham.






W drugiej połowie czerwca na plaży Spiaggia w Castellammare nie było wielu ludzi. Za komplet dwóch leżaków z parasolem płaciliśmy 10 euro. I już można było cieszyć się kapielą w lazurowej wodzie i szumem fal. To tu pokochałam plażowanie, boskie plaże Krety mnie tak nie uwiodły jak Spiaggia. 






Gdzie przenocować?
Na ocenę miasteczka pewnie wpłynął też pensjonat, w którym nocowaliśmy i jego właściciel, prawdziwy gentleman z dawnych lat. Casa D’Anna to jedna z naszych najwspanialszych podróżniczych przystani w ogóle. Za 56 euro za noc mieliśmy do dyspozycji ogromną sypialnię, salon, przedpokój i sporą łazienkę. Pokoje były wyposażone w sycylijskie antyczne meble, a łazienka była nowoczesna i bardzo wygodna. Do tego właściciel – Pietro – który codziennie szykował nam na śniadanie prawdziwą ucztę, na którą składało się pieczywo, ciasta, ciasteczka, jogurty, dżemy, nutella, sery, wędlina, soki, woda, kawa z ekspresu... Wszystko świeże i pyszne. Polecam to miejsce z całego serca. Pietro daje  z siebie wszystko, by goście byli zadowoleni. Tutaj strona pensjonatu na bookingu, a poniżej nasz widok z balkonu:



Gdzie zjeść?
W Castellammare mielismy też ogromne szczęście z jedzeniem. Byliśmy raz na kolacji w restauracji z widokiem na zatokę. W La Timpa zjedliśmy idealnie przyrządzoną rybę miecznik (15,50 euro za porcję), do tego sałata (3 euro) i ziemniaki (4 euro), i pół litra wina domowej roboty (7 euro). Do tego oczywiście doliczają coperto po 2,20 euro za osobę. Jak tak to wszystko zsumować to rachunek zrobił się na prawie 50 euro, ale jedzenie było naprawdę dobre, obsługa miła i pomocna, a widoki obłędne, do tego pan przygrywający na saksofonie Sinatrę... Było tak magicznie, że nawet o wygórowanym rachunku się nie myślało :) Szczerze polecam, jeśli możecie wydać trochę więcej na obiad/kolację. Adres: Via Arciprete Militelli 26.




Jeśli jednak lubicie zjeść tanio i pysznie, to również mam dla Was idealne miejsce. Idąc do marketu, zauważyliśmy, że Sycylijczycy biorą na wynos pizze w niepozornej knajpce Charlie Brown, prawie na samej górze Corso Garibaldi z dala od turystycznych miejsc. Zaryzykowaliśmy i poszliśmy tam na kolację. Wzięliśmy pół litra wina domowej roboty (3 euro), pizze quattro formaggi (5 euro) i gnocchi al pistacchio (6 euro). Wszystko było przepyszne! Jak pani przyniosła nam rachunek, prawie padliśmy ze szczęścia: 14 euro za nas dwoje, żadnych wliczonych napiwków, a pojedliśmy za dwoje i byliśmy szczęśliwi jak dzieci! Sami zostawiliśmy duży napiwek i wracaliśmy tam jeszcze 2 razy, zawsze tak samo zadowoleni i dobrze obsłużeni :) Tak sobie myślę, że Charlie Brown jest jak samo Castellamare – niepozorny, ale trafiający od razu prosto do serca.

Mogę Wam jeszcze polecić lodziarnię Vernaci na Corso Bernardo Mattarella 40. Lody mają idealny smak i konsystencję. Na pewno nie będziecie zawiedzeni.




Jak się dostać do tego raju?

Najlepiej samochodem, bo komunikacja publiczna dojeżdża, ale niestety niezbyt często. My byliśmy na nią jednak skazani z powodu braku karty kredytowej. Pierwszy autobus z Trapani jest po 14-tej! Dlatego właśnie wybraliśmy jazdę pociągiem, który co prawda jedzie na około, ale za to przed 10.00 już wyruszyliśmy. Bilet kosztował 8 euro/osobę. 
Z jazdą pociągiem do Castellammare jest taki problem, że pociąg przyjeżdża daleko za miasto. Więc jak już wysiedliśmy i zobaczyliśmy, że autobus podmiejski jest za godzinę, wzięliśmy taksówkę – kosztowała 5 euro, więc nie tak źle :)
 

Z Palermo co Castellammare dostaniecie się autobusem Russo, bilet też kosztuje 8 euro.


A to już widoki z drogi. Tak toskańsko!





Trochę się rozpisałam, ale chciałam byście zrozumieli moją miłość.