Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Algarve – co warto zobaczyć w tydzień? Gdzie zjeść?



Algarve to kraina złocistych plaż, poprzecinanych klifami, romantycznych portowych miasteczek i małych przyrodniczych cudów, które stawiają ten region w Portugalii wśród najfajniejszych miejsc na beztroskie wakacje.

Przemierzając drogi Algarve, co chwila można trafić na zjazdy na ustronne plaże, gdzie za towarzysza będziemy mieć mewy, a cienia bez problemu poszukamy wśród skał. Po zażyciu słonecznych kąpieli najlepiej wsiąść w auto i zwiedzić któreś z pobliskich miasteczek, stanąć na krańcu Europy i wędrować wśród bagien Rio Formosa. Algarve to jedno z tych miejsc, w których wypożyczenie auta wydaje się kluczowe, tylko tak bowiem możemy cieszyć się pełną swobodą i wakacyjnym luzem. 

Tydzień to wystarczający czas, by i wypocząć, i sporo zobaczyć. Wszystko zależy od Was. Ja ze swojej strony zamieszczam listę miejsc, które warto zdeptać lub chociaż liznąć. Będzie sztampowo i nie. Dziś miasteczka i przyroda. W następnym odcinku przegląd plaż. Zapraszam!

Carvoeiro


Miasteczko z pocztówek. Niewielkie, acz z klimatem i plażą z krystalicznie czystą wodą. Znajdziecie tu też kilka restauracji wartych grzechu i pyszne lody. Najtrudniej jednak w Carvoeiro przestać robić zdjęcia.

sobota, 6 lutego 2016

Malta od kuchni, czyli co i gdzie zjeść



Jedną z zalet pobytu na Malcie była możliwość zajadania się lokalną kuchnią (i nie tylko) w stosunkowo dobrych cenach. Mieszkańcy wyspy jeszcze nie wpadli na pomysł doliczania sobie napiwku, ani oszukiwania turystów, jak ich sąsiedzi – Sycylijczycy (o czym szerzej pisałam tutaj). Udało się więc nam zjeść kilka smacznych obiadów, pić smoothie na ochłodzenie, zajadać ciasta i lody, i przy tym nie zbankrutować. 

Co zjeść na Malcie?
Jedną z najważniejszych lokalnych potraw jest królik (fenek), serwuje się go na kilka sposobów: smażonego, duszonego, jako potrawkę z warzywami, na winie lub szampanie. Jest to narodowe danie Malty, uwielbiane przez mieszkańców wysp i turystów. Muszę przyznać, że królik na winie z warzywami okazał się być cudownym doznaniem kulinarnym, które długo wspominałam :))) Kolejnym wartym spróbowania lokalnym przysmakiem była kapunata, czyli ratatuj z pomidorów i bakłażanów. Ważne miejsce w kuchni maltańskiej zajmują oczywiście ryby, które najtaniej można zjeść w Marsaloxx, przystani rybackiej. Popularne są też dania na bazie makaronu i zupy, np. z bobu, rybna. Oczywiście bez trudu znajdziemy też knajpy włoskie, serwujące wyborne cannelloni, lazanię, itp.


środa, 9 grudnia 2015

Wiedeń od kuchni, czyli gdzie na śniadanie, kawę, deser, sznycla?



Wiedeń to jedno z tych europejskich miast, w których strona kulinarna jest równie przyjemna, jak turystyczna. Tu kawa smakuje lepiej, ciasta są tak pyszne jak nigdzie indziej, a kiełbaski i tradycyjny sznycel wiedeński to doskonałe pomysły na obiad.

Czy wiecie, że wiedeńska kultura kawiarniana została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO w 2011 roku? Chyba jedynie w Paryżu piło mi się równie przyjemnie kawę, więc się wcale nie dziwię ;) W czasie mojego miesięcznego pobytu w Wiedniu 5 lat temu miałam taki mały rytuał: codziennie szłam na kawę i ciacho do innej kawiarni, brałam ze sobą książkę, którą niby czytałam, a tak naprawdę obserwowałam otoczenie. Miałam ten komfort, że nie musiałam się nigdzie śpieszyć, więc mogłam na spokojnie sobie spacerować i wszystkiemu się przyglądać :) Warto choć raz w życiu na dłużej wybrać się do jakiegoś miasta i przez chwilę zatopić się w życie mieszkańców. Polecam.
 
Wnętrze Cafe Central, źródło zdjęcia: http://www.palaisevents.at/cafecentral.html

Gdzie kawa smakuje lepiej?
Byłam w Cafe Central, Landtmannie, Hawelce, Sacherze, ale też w typowo turystycznych miejscach takich jak kawiarnia przy Glorettcie czy w KunstHaus Wien. Polecam zjeść tradycyjny Apfelstrudel w Landtmannie (7,00 euro), z kolei w Cafe Central warto się skusić na przysmak cesarza: Kaiserschmarrn, smażony naleśnik, podawany ze śliwkami (8,70 euro). Z kolei w Hawelce fajnie się siedzi latem, gdy rozstawiony jest ogródek, no a oryginalny tort Sachera najlepiej zjeść w Hotelu Sachera.
 
źródło zdjęcia: www.thisnewview.com

Tradycyjna wiedeńska kawa, Wiener Melange, jest bardzo podobna w smaku do cappuccino, nieco łagodniejsza, podawana jest ze spienionym mlekiem. Mnie bardzo smakuje i żałuję, że nie można jej wypić u nas... W Landtmannie za ten napój zapłacicie 5,50 euro. Dużo? Pamiętajcie jednak, że płacicie też za wrażenia picia kawy w jednej z najwspanialszych wiedeńskich kawiarni.

Wiedeńskie cukiernie
Gdzie zjeść najlepszy tort Sachera i Apfelstrudel pisałam już powyżej, a gdzie spróbować pysznego tortu Schwarzwaldzkiego, Esterhazy, Linza i wielu innych? W Austrii jest wspaniała sieć cukierni Konditorei, obok których żaden łasuch nie przejdzie obojętnie. Kawałek ciacha obecnie kosztuje tam 4,10 euro za sztukę, ale porcja jest bardzo solidna.



Z kolei sieć Aida-Cafe wyróżnia się wnętrzem w stylu retro i kelnerkami w różowych strojach. Wystrój jest jak wyjęty ze starych amerykańskich filmów. Za kawałek torciku zapłacimy 3,20 euro, taniej niż w Konditorei, ale porcja jest trochę skromniejsza.


Gdzie zjeść śniadanie?
Nie wykupiliśmy tym razem śniadań w hotelu, spragnieni wzięcia udziału w czymś, co nas do tej pory omijało, a  mianowicie prężnie się rozwijającej we Wrocławiu modzie na śniadania w kawiarniach, zwłaszcza tych francuskich. I tak udaliśmy się do wiedeńskiego Cafe Francais na Währinger Straße 6-8, gdzie o 10 rano w weekend zastaliśmy mały tłum, oczekujących na stolik. Poczekaliśmy 5 minut i kelner wystylizowany na rodowitego Francuza znalazł dla nas miejsce. Błyskawicznie zdecydowaliśmy się na 2 zestawy śniadaniowe: Mont Blanc (jogurt z chrupiącym musli, świeżymi owocami i sokiem pomarańczowym, cena 6,50 euro) i Bel Mondo (świeża bagietka, omlet z serem i szynką, bukiet warzyw i masło, cena 8,00 euro). Oboje byliśmy zachwyceni, nasze śniadania były przepyszne i dały nam energię na wiele godzin. Gorąco polecam, jeśli będziecie chcieli zjeść smaczne i stosunkowo niedrogie śniadanie w Wiedniu!


http://www.cafefrancais.at/

Byliśmy też w Corns n’Pops na Gumpendorfer Straße 37, miejscu, w którym można zjeść przeróżne rodzaje musli, a także dowolnie miksować składniki i stworzyć swój własny zdrowy posiłek. Ja wybrałam zestaw Energie (5,90 euro), do którego miałam także kawę i sok pomarańczowy, a M. pancacesy z masłem orzechowym (4,90 euro). Wszystko było pyszne, ale porcje trochę małe, zwłaszcza M. się nie najadał trzema małymi naleśnikami. 



http://www.cornsnpops.com/

Gdzie zjeść sznycla wiedeńskiego?
Za sznycla zapłacimy od kilku euro do kilkudziesięciu! Porcja w Landtmannie kosztuje 20 euro! Nie byliśmy tym razem gotowi na taki wydatek, poszukaliśmy więc niskobudżetowej knajpy. Strzałem w dziesiątkę okazała się Cafe Benno na Alser Straße 67, gdzie za stosunkowo niską cenę (8,90 euro) zjedliśmy przepyszne sznycle i odpoczęliśmy przed dalszym zwiedzaniem jarmarków :)
  



Bardzo podobało mi się wnętrze knajpy, zauważyłam też, że było bardzo dużo porezerwowanych stolików na wieczór, a obsługa niesamowicie miła. Gorąco polecam, jeśli chcecie niedrogo i dobrze zjeść.


Jak Wam się podobała kulinarna podróż po Wiedniu? Lubicie posty o jedzeniu? Ja uwielbiam, więc na pewno coraz częściej będą się pojawiać. W końcu podróż to też zwiedzanie za pomocą zmysłu smaku ;)

środa, 2 września 2015

Od arancini po katedrę, czyli Palermo da się lubić



Przez żołądek do serca
Po uczuciu przytłoczenia pierwszego dnia, kolejny dzień zaczęliśmy spokojnie – od cappuccino (2,60 euro) i cannoli (2,00 euro) w kawiarni Antico Caffe Spinnato, działającej od 1860 roku! Wszystko było pyszne, kelnerzy wyjątkowo kulturalni i co najważniejsze, nikt nie doliczył nam napiwku z góry do rachunku! W cukierni Spinnato, działającej tuż obok kawiarni, wzięliśmy też na wynos trochę smakołyków na spróbowanie, m.in cassate, buccellatini, pignocatta. Trochę wydaliśmy, ale to był dobry wybór. Słodycze były świeże i dobrze wypieczone, innymi słowy rozkosz dla podniebienia. Sycylijskie słodkości to coś, co do dziś śni mi się po nocach :)



Jak już jesteśmy przy temacie deserów, to obok Antico Caffe Spinnato, jest knajpka Ciuri Ciuri, gdzie można zjeść rewelacyjne desery lodowe. Ceny takie sobie, firmowy deser kosztuje 8,50 euro, ale gwarantuję, że poczujecie niebo w gębie. Nasze rodzime desery lodowe od Grycana, przepchane bitą śmietaną, nie umywają się do tych z Ciuri Ciuri.

Obie knajpki są na: Via Principe di Belmonte 119 i 115.

W Palermo odkryliśmy też, że arancini jest pyszne! Wcześniej jedliśmy je tylko w Trapani i było zwyczajnie niedobre. Tymczasem idąc sobie via Maqueda w stronę centrum, zobaczyliśmy mały tłumek przed barem kePalle. Na wystawie pełno było arancini, czyli smażonych kulek ryżowych w bułce tartej z nadzieniem w środku. Pachniało ładnie, wokół zajadający ludzie wyglądali na zadowolonych i zdecydowaliśmy się dać arancini jeszcze jedną szansę. I było warto do tego stopnia, że przez cały czas w Palermo, jedliśmy na obiad tylko arancini, dzięki czemu sporo zaoszczędziliśmy, bo taką jedną kulką można spokojnie się najeść, a kosztuje jedynie 2,00 euro! Do wyboru są różne smaki  na słono: ze szpinakiem i mozarella, kurczakiem i mozzarella, bekonem i orzechami, i na słodko: np. pistacjowe. Rodzajów arancini jest bardzo dużo i nie udało nam się wszystkich spróbować (musielibyśmy chyba zostać w mieście kolejnych kilka dni). Sycylijskie street food tak bardzo przypadło nam do gustu, że po powrocie do domu sami zrobiliśmy sobie arancini. Może nie było równie wyborne jak to z kePalle, ale przypomniało nam swoim smakiem wakacje i to, że w Palermo w gruncie rzeczy było fajnie!



Najlepsze arancini w Palermo znajdziecie na: Via Maqueda 270 i Via Terrasanta 111B.

Must see
Poza tym, że w Palermo nasze kubki smakowe były bardzo zadowolone, sporo też zwiedziliśmy. W 3 dni stolicę Sycylii można zdeptać i mieć nawet ulubioną uliczkę. Do miejsc, które zrobiły na mnie największe wrażenie zaliczam katedrę, która w lipcu tego roku została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (podobnie jak katedry w Cefalu i Monreale). Poddawana wielu przeróbkom na przełomie wieków, jest obecnie fascynującym połączeniem różnych stylów architektonicznych z widocznymi wpływami arabsko-normańskimi. 




Niestety przed tym pięknym zabytkiem ktoś postawił takie badziewie. Co to właściwie ma być i czemu ma służyć? Jak można w taki sposób szpecić otoczenie? Włosi mnie czasami zadziwiają...


Wyjątkową urodą odznacza się też Capella Palatina (Kaplica Królewska) w pałacu Normanów. O ile za wstęp do katedry nie zapłacimy nic, to już by zobaczyć cudowną kaplicę wybulić trzeba 12 euro (bilet zawiera także wstęp na wystawę czasową i do pałacu). Myślałam, że to sprytna zagrywka ze strony Włochów: sprzedawać bilety tylko łączone, bez możliwości kupienia wejściówki tylko do słynnej kaplicy. Może coś w tym jest, ale z drugiej strony pewnie wtedy nie zobaczyłabym takiej oryginalnej i ciekawej wystawy czasowej, pokazującej nowe spojrzenie na Drogę Krzyżową Chrystusa autorstwa Fernando Botero.




Palermo to miasto kościołów, a jest ich tu tak wiele, że chyba nie sposób wszystkich zobaczyć. By więc trochę urozmaicić zwiedzanie poszliśmy do ogrodu botanicznego. Niestety nie mogę powiedzieć, bym była zadowolona. Rośliny umierały pod sycylijskim słońcem, pracownicy nie trudzili się, by posprzątać, na dodatek okrutnie pogryzły mnie komary – miałam 11 ugryzień na jednej nodze i 8 na drugiej. Przed przyjazdem czytałam, że nie warto iść do ogrodu, że jest zaniedbany, ale nie wierzyłam. W każdym razie ja odradzam. Wstęp kosztuje 5,00 euro.





Gdzie przenocować?
Oczywiście będąc w Palermo kilka godzin trzeba przeznaczyć na wycieczkę do Monreale i wybrać się do Cefalu, najlepiej na pół dnia. O tych uroczych miasteczkach opowiem Wam jednak innym razem, dziś jeszcze będzie o naszym noclegu. Hotel Regina wybrałam ze względu na znakomitą lokalizację: między katedrą a placem Quattro Canti. Niezła była też cena: 50 euro za noc. Niestety w łazience był grzyb, przez 3 dni nikt nie wymienił nam ręczników, a po sprzątaniu pokój wyglądał jakby nic się nie zmieniło. Hotel na bookingu ma wysoką ocenę, bo 7,8, więc być może mieliśmy pecha, co do pokoju. Trudno powiedzieć, ale nie mogę polecić Hotelu Regina, bo okazał się ogromnym rozczarowaniem.

Jak się tu dostać komunikacją publiczną?
Do Palermo z Castellammare del Golfo dostaliśmy się w 1,5 godziny autobusem Russo. Bilet kosztował 8,00 euro.

Na trasie Palermo – Catania jeździ Interbus, podróż trwa ok. 3 godzin, a cena biletu to 12,00 euro.

Z Trapani do Palermo dostaniecie się z Segesta Autolinee w ok. 2 godziny. Bilet kosztuje obecnie 9,60 euro.



Podsumowanie
W chaosie Palermo można też znaleźć miejsce, które urzekają i do których chce się wracać. Miasto jednak przede wszystkim zapadło nam w pamięć jako miejsce z wyjątkowo smacznym arancini i fajnymi kafejkami. Palermo da się lubić, ale wracać tam nie chcę. Wrażenia z pierwszego dnia zaważyły jednak na całości. Warto zobaczyć piękne zabytki w kontraście z zaniedbaniem otoczenia. Jeśli kiedyś wrócę do Palermo, to chyba tylko po to, by jeszcze raz zjeść to pyszne arancini :)