niedziela, 18 października 2015

Wyprawa na Etnę z ekpią z Go-Etna i targ rybny w Catanii



W końcu nadszedł ten dzień, gdy wsiedliśmy w autobus w Palermo, jadący do Catanii i tym samym przenieśliśmy się na wschód Sycylii. Podróż Interbusem trwała ok. 3,5 godziny 
i kosztowała 12 euro/os. Widoki za szybą były niezłe, choć nie tak ładne jak na trasie Trapani – Castellammare del Golfo. Droga kręta i wąska, przed niektórymi zakrętami kierowca stawał i trąbił, by zasygnalizować, że nadjeżdża – nie było mowy, by zmieściły się tam jednocześnie 2 pojazdy. Cieszyłam się, że jedziemy autobusem, bo nie byłam pewna, czy wyszlibyśmy z tego bezkolizyjnie...

Do Catanii dotarliśmy wieczorem i poszliśmy prosto do pensjonatu odpocząć, następnego dnia czekała nas wyprawa na Etnę, więc chcieliśmy być pełni sił. Dostaliśmy fantazyjnie udekorowany pokój w Ipnos B&B, byłam zachwycona lampami i freskami na suficie! Obiekt jest poza tym rewelacyjnie położony, a cena bardzo dobra (55 euro/noc). Polecam, jeśli kiedyś dotrzecie do Catanii! Tutaj strona pensjonatu na bookingu.

Half-day Etna Tour
Przed wyjazdem długo zastanawiałam się, w jaki sposób zdobyć Etnę, czy samodzielnie (to jednak utrudniał brak wypożyczonego auta), czy z którąś z ekip. Jak już wiecie zdecydowałam się na wycieczkę jeepem z przewodnikiem z ekipy Go-Etna. 


O 8.30 podjechał po nas pod pensjonat nasz przewodnik. W jeepie siedziały już dwie Australijki, z którymi byliśmy w grupie. Dziewczyny przesympatyczne, jeszcze studentki, zdaje się, że nadziane, bo mówiły, że co roku przylatują na 2 miesiące do Europy i zwiedzają sobie jakiś kraj. W tym roku padło na Włochy. Trochę im zazdrościłam, ale szybko mi przeszło – ostatecznie też pomału spełniam marzenia.

Gdy już podjechaliśmy w miejsce, w którym miała się rozpocząć nasza wędrówka, nie mogłam się nadziwić, jak bardzo temperatura różni się od tej na dole. Podczas, gdy w Catanii o 8 rano było 30 stopni i piękne niebo, na Etnie wiało i było maksymalnie 15 stopni. Dobrze, że się przygotowaliśmy do wyprawy i wzięliśmy kurtki, bo inaczej przeziębienie murowane. Już dość tego słowotoku, pora na konkrety :)



Etna to największy czynny wulkan w Europie, z tego też powodu do głównego krateru lepiej się nie zbliżać. Miesiąc przed naszym przyjazdem na Sycylię miały miejsce dwie erupcje w ciągu 4 dni, naukowcy twierdzą, że Etna staje się coraz groźniejsza i mniej przewidywalna, i nadal stanowi realne zagrożenie dla okolicznych mieszkańców. Oby nie powtórzyła się historia z 1669 roku, kiedy to lawa zniszczyła kilka wsi i dotarła aż do Catanii. W grudniu 2014 spektakularna erupcja zmusiła nawet władze do zamknięcia lotniska. 

I właśnie z tego powodu, że Etna jest tak nieprzewidywalna wycieczka mogła zostać odwołana w ostatniej chwili, był to również ważny powód, dla którego wybrałam zwiedzanie z przewodnikiem. Gian Paolo zwracał nam uwagę, którędy można iść, pod ziemią ukryte były bowiem dziury, z których trudno byłoby wyjść bez pomocy. Byliśmy m.in. na Monte Fontana i w przepięknej dolinie Bove, wycieczka obejmowała także wejście do jaskini, w której wieki temu był produkowany lód. Wysłuchaliśmy też wykładu o florze i faunie, pooglądaliśmy różne roślinki, zwierzątek niestety nie było. Ekipa z Go-Etna spisała się na medal, byliśmy zachwyceni profesjonalizmem przewodnika i jego podejściem do grupy. Jeśli macie w planach Etnę, to z tą firmą Wasza wyprawa na pewno będzie niezapomniana!







Koszt takiej wycieczki to 59 euro/os. Sporo, ale naprawdę warto!

Etna w mitologii
Możliwe, że to tu ma swoją kuźnię Hefajstos, bóg ognia, kowali i złotników. Możliwe też, że wulkan powstał wskutek walki Zeusa z potworem Tyfonem. Możliwe, że erupcje to pioruny króla bogów lub płomienie, jakie wyziewa potwór. Wybierzcie wersję, która Wam się najbardziej podoba :) (źródło: Wikipedia).

Catania: gdzie zjeść? Targ rybny.
Stolica wschodniej Sycylii nie przypadła nam specjalnie do gustu, ładne miasto, ale nie ma  w nim niczego szczególnego. Połaziliśmy trochę po starówce, ale nawet zdjęć mi się robić nie chciało. Zjedliśmy za to dobry i stosunkowo tani obiad w La Collegiacie, miejscu, które polecił nam Gian Paolo. Pizza rucoliana kosztowała 7 euro, małe piwo 2,50, a ice tea 3,50 euro. Knajpka jest tuż obok Piazza San Nicolella i z tego, co widzieliśmy cieszy się powodzeniem wśród miejscowych. Jeśli chodzi o cukiernie, do których warto zajrzeć, to polecam Savie na Via Etnea 302/304 lub położoną tuż obok Spinnelle. I tu, i tu są pyszne lody i moje ukochane cannoli z ricottą, więc będziecie zadowoleni obojętnie, gdzie pójdziecie.


Następnego dnia wstaliśmy o 7 rano i poszliśmy na targ rybny! Fajnie było popatrzeć na targujących się Sycylijczyków, pooglądać rozmaite gatunki ryb i zobaczyć, jak takie miejsce w ogóle wygląda. To był nasz pierwszy targ rybny w życiu! I na pewno nie ostatni, nawet pomimo niemiłego zapachu...





Następnym razem Taormina, wisienka na sycylijskim torcie. Obiecuję, że będzie wyjątkowo.

niedziela, 11 października 2015

Pomysł na wypad z Palermo: Cefalu

 
Sycylijskie Cefalu to miasteczko do zakochania. Czaru wspomnień z nieśpiesznych przechadzek jego kolorowymi uliczkami nie jest w stanie nawet popsuć depczący nam po piętach tłum. Już sama nazwa kojarzy mi się z miejscem niezwykle urokliwym, takim, w którym fajnie byłoby nawet siedzieć na murku i bezmyślnie się gapić.


Cefalu nazywane jest miastem Normanów, a jego najważniejszym zabytkiem, wpisanym w tym roku na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jest powstała na przełomie XII i XIII wieku katedra, będąca jednym z najpiękniejszych przykładów połączenia sztuki arabsko-bizantyjsko-normańskiej. Legenda głosi, że jej budowę zlecił król Sycylii Roger II, który przyrzekł, że jeśli uratuje się ze sztormu zbuduje wspaniałą świątynie. I taka też jest katedra w Cefalu. Jej majestatyczny widok potęguje położenie tuż pod skałą Rocca. 




Polecam zjeść obiad w tym obłędnym otoczeniu. Przepyszna pizza Quatro Formaggi w Duomo Ristorante Pizzeria na placu przed katedrą kosztowała 8 euro, za obsługę lokal wlicza 2 euro, z kolei za małe piwo zapłacimy 4 euro, a za ice tea 3,50 euro. Ceny jak na Włochy niezłe, a jedzenie i widoki warte każdej ceny.





Jednym z powodów dla których Cefalu jest tłumnie oblegane przez turystów jest fakt, że posiada piaszczystą plażę w centrum miasta. Niestety widok pod koniec czerwca, jaki ta plaża prezentowała bynajmniej nie okazał się zachęcający. Człowiek na człowieku, a i sam piasek nie była tak ładny jak ten w Castellammare del Golfo. 



Przed wyjazdem długo zastanawiałam się, czy właśnie Cefalu nie wybrać jako celu na nasz krótki odpoczynek i plażowanie. Decyzja o nocowaniu w Castellammare del Golfo okazała się jednak o wiele lepszym wyborem! Dlaczego? W Castellammare ceny noclegów są niższe o ok.20%, plaża jest szeroka, piaszczysta i niemalże pusta, a turystów tu jak na lekarstwo! Pomimo uroków wizualnych wypoczynek w Cefalu byłby niemożliwy, gdyż wycieczki zorganizowane, przepychające się wąskimi uliczkami były bardzo uciążliwe w eksplorowaniu i tak przepełnionego miasta, którego stała liczba mieszkańców oscyluje w okolicach 13 tysięcy. Tak więc jedźcie do Castellammare, miejsca, w którym wszystko do siebie pasuje, tu przeczytacie mój o tym cudzie Sycylii.



Jedną z rzeczy, które trzeba zrobić w Cefalu jest wejście na skałę Rocca. I taki też mieliśmy zamiar. Po obiedzie poszliśmy za strzałkami w górę, najpierw do ruin Świątyni Diany. Przy wejściu na dole zauważyliśmy, że zamknięta jest już kasa biletowa (a wejście możliwe było do 18-tej, my byliśmy na miejscu ok.17.00). Jako, że brama była otwarta poszliśmy dalej w górę, pod samą świątynią spotkaliśmy jednak dziadzia, który powiedział nam, że ponieważ nie mamy biletów, nie możemy iść dalej. Oczywiście chcieliśmy je od niego kupić, ale nic z tego, bilety kupuje się w kasie na dole, która była już zamknięta. Absurd. Do dziś jak sobie o tym pomyślę wszystko się we mnie gotuje. Szykowałam się na sesję widokową, a tu kolejny przykład włoskiego burdello bum bum. Cyknęłam kilka fotek ze schodów i poszliśmy na pociąg powrotny do Palermo. Niemożność wejścia na Rocce, okazała się największym rozczarowaniem, jakie spotkało nas na Sycylii.





Jak się dostać do Cefalu z Palermo?
Najlepiej pociągiem. Bilet kosztuje 5,15 euro/os. w jedną stronę, a jedzie się około 60 minut.

czwartek, 8 października 2015

„To właśnie Kuba” Lea Aschkenas, czyli moje pierwsze literackie spotkanie z wyspą



Już niedługo spełnię moje wielkie marzenie o pojechaniu na Kubę, zanim jednak zatańczę salsę i przejadę się starym fordem, chcę jak najwięcej się o tej wyspie dowiedzieć. Dlatego zaczęłam czytać. 

Na pierwszy ogień poszła znana w Polsce publikacja „To właśnie Kuba” autorstwa Lei Aschkenas, będąca jednocześnie wspomnieniem z podróży, jak i zapisem romansu Amerykanki i Kubańczyka. Książka napisana jest językiem literatury pięknej, dzięki czemu szybko i bezboleśnie się ją czyta. Od pierwszej strony wciągnęłam się w przygody amerykańskiej dziewczyny w Hawanie, która wyjechała na kurs językowy, a nieoczekiwanie spotkała miłość swojego życia. Brzmi banalnie, prawda? A jednak takie nie jest.

Lea z rozbrajającą szczerością opisuje wszystkie wątpliwości, jakie miała co do Alfreda, miłości pomiędzy osobami z tak różnych światów i wyspy, która ją oczarowała, a jednak życie na niej okazało się zbyt trudne, by pozostać. Wyobraźcie sobie młodą dziewczynę, obytą w świecie i Kubańczyka, który nie rozumie, czym jest kapitalizm i we własnym kraju jest traktowany gorzej niż turysta. Jak to jest być z osobą, która nie rozumie pojęć współczesnego świata? Czy taka miłość w ogóle jest możliwa?

Książka powstała co prawda 15 lat temu, ale myślę, że wiele tematów w niej poruszonych nadal jest aktualnych: różne waluty dla miejscowych i turystów, pustki w sklepach, wszechobecna bieda, fatalne warunki sanitarne... Najgorszy jest jednak sposób, w jaki władza traktuje Kubańczyków. Nie może być tak by mieszkańcy byli traktowani gorzej od przyjezdnych. Turysta może wszystko, Kubańczyk nie może nic. Alfredo z rozrzewnieniem wspomina czasy dzieciństwa, gdy jeszcze mógł pojechać na wakacje na półwysep Varadero. A teraz? Jest to miesjce zakazane, dostępne tylko dla turystów i pracujących w hotelach Kubańczyków. Jak to jest czuć się dyskryminowanym we własnym kraju? To tylko jeden przykład z wielu, które Lea opisuje w swojej książce. I choć Alfredo z uśmiechem na twarzy mówi „Es Cuba”, Lea pomimo miłości do wyspy, nie potrafi zrozumieć niektórych jej absurdów. Zaczepiający na ulicach mężczyźni, ludzie wyciągający ręce po amerykańskie dolary, brak możliwości zrobienia zakupów przez kilka dni, bo nagle zamknięto wszystkie sklepy, karaluchy... 

Autorka mieszkając w casie poznała na własnej skórze, jak się żyje na Kubie. Nie była to łatwa lekcja. To co dla jednych jest rajem na ziemi, gdzie uśmiechnięci Kubańczycy podają kolejne drinki i tańczą salsę, dla innych jest rzeczywistością, w której żyje się dziś, bo jutro i tak nie przyniesie żadnej zmiany. Słyszeliście o tym, że Stany po kilkudziesięciu latach otworzyły ambasadę na Kubie? Być może teraz los mieszkańców tej niezwykłej wyspy się poprawi i poznają dobrą stronę kapitalizmu.

„To właśnie Kuba” okazała się frapującą lekturą, która tylko wzmocniła moją fascynację tym krajem. Mam w głowie mnóstwo pytań, na które mam nadzieję znaleźć odpowiedzi w czasie wyjazdu. Czy zobaczę jeszcze świat opisywany przez Leę? Czy może zupełnie inny kraj? Moja ciekawość rośnie z każdym dniem.