Wyjazd
do Andaluzji bez zobaczenia choć kilku pueblos blancos nie byłby pełny. Tylko
jak tu wybrać które zobaczyć? Kryterium miałam proste: zależało mi na tym, by charakterystyczne białe domki położone były w niezwykłych okolicznościach.
Poszukiwania zakończyły się, gdy zobaczyłam zdjęcie Setenil de las Bodegas,
miasteczka umiejscowionego częściowo pod ważącymi miliony ton skałami. Od
pierwszej chwili wiedziałam, że muszę zobaczyć tak niezwykłe miejsce.
niedziela, 11 września 2016
wtorek, 30 sierpnia 2016
Pomysł na weekendowy wypad: Miśnia
Miśnia
to niewielkie miasteczko, położone w Saksonii, ok. 25 km od Drezna. Jest tu co
zobaczyć, gdzie pospacerować i napić się dobrej kawy, co czyni to miejsce
idealnym na kilkugodzinną wycieczkę. Wizytę w stolicy porcelany warto połączyć ze
zwiedzaniem któregoś z licznych saksońskich zamków lub degustację w pobliskich
winnicach.
Po
zaparkowaniu auta w centrum handlowym wyruszamy na spacer po starówce.
Pierwsze, co mi przychodzi na myśl to jak tu wszędzie czysto i zadbanie! Miasto
jest urocze, a te nieliczne zabytki, które ma, są naprawdę warte zobaczenia. Z
murów obronnych spoglądamy na miasto, przedzielone rzeką Łabą. Widok całkiem
ładny, choć nie jest to mój faworyt.
niedziela, 28 sierpnia 2016
„Siedem razy świat” Aleksandra i Jacek Pawliccy, czyli drugie spotkanie ze Światoholikami
Gdzieś na wiosnę, po powrocie z Kuby,
szukałam książki, która przeniosłaby mnie gdzieś daleko i zaciekawiła nowymi
miejscami. Tak trafiłam na „Światoholików” małżeństwa Pawlickich, publikację,
którą zachwalałam tutaj. Gdy tylko usłyszałam, że wydano ich nową książkę,
wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Wiecie jak to jest – 26 dni urlopu to za mało
dla zapaleńca takiego jak ja. Teraz jestem już po dwóch długich wyjazdach i z
niecierpliwością odliczam dni do krótkiego wypadu we wrześniu do Włoch. W
międzyczasie jednak staram się rozwijać moją podróżniczą pasję poprzez czytanie
relacji innych. Wspaniale jest oddawać się lekturze blogów podróżniczych,
jeszcze lepiej sięgnąć po inspirującą, rozwijającą lekturę. „Siedem razy świat”
to książka, która nie tylko zaspokoiła mój głód wiedzy o świecie, ale też
pozwoliła całkowicie oderwać się od rzeczywistości i przenieść daleko od
miejsca zamieszkania.
Tym razem swoją opowieść Pawliccy budują
wokół 7 słów kluczy: tatuaż, dżungla,
sierociniec, plaża, ryby, szaman i przemiana. Jest spełnienie
amerykańskiego snu na Hawajach, lekcja pokory w Japonii, odrodzenie się na nowo
za pomocą maoryskiego tatuażu w Nowej Zelandii, przeistoczenie w geishe,
podążanie tropem goryli w Ugandzie, odwiedziny u szamana w Kostaryce. Do tego
masa ciekawostek, stawianie pytań i poszukiwanie na nie odpowiedzi, a także niesamowita
pokora. Jak pisze Pani Aleksandra: „Jesteśmy
tolerowani, ale nie możemy być nachalni. To nie nasz świat. Mamy prawo go
podejrzeć, ale nie rozpraszać nieposkromiona ciekawością”.
Świadoma turystyka to także temat, który często poruszają blogerzy. Pamiętajmy,
że nasza zachodnie wartości niekoniecznie sprawdzą się w innych miejscach na
Ziemi, a wręcz mogą zniszczyć ich unikalną kulturę.
„Siedem
razy świat” to lektura, która poszerza światopogląd, fascynuje i naprawdę
trudno się od niej oderwać. Do tego przepiękne fotografie, które nie tylko
dopełniają opowieści, ale też same w sobie są historią.
sobota, 20 sierpnia 2016
Przylądek Św. Wincentego – na krańcu Europy
Algarve to nie tylko zapierające dech plaże i
senne rybackie miasteczka, ale też jedno z najważniejszych miejsc na mapie Europy. To tu, 6 km od Sagres, leży
najbardziej na południowy-zachód wysunięty punkt Starego Kontynetu – Przylądek Św.
Wincentego, w średniowieczu uznawany za kraniec świata, w czasach przedchrześcijańskich za
Święty Przylądek – ostatnie miejsce, z którego można obserwować zachodzące
słońce.
Na krańcu europejskiego świata po prostu
musiałam się znaleźć. Wyobrażałam sobie uczucia, jakie będą mi towarzyszyć
podczas patrzenia w bezkres oceanu, fale odbijające się o klify, ten wiatr we
włosach i portugalskie słońce na twarzy. Czułam się podekscytowana.
niedziela, 7 sierpnia 2016
Ponta da Piedade – naturalny cud Algarve
Najjaśniejszym punktem wycieczki po Algarve
była godzinna wyprawa łódką na Ponta da Piedade, grupę malowniczych formacji
skalnych, ukształtowanych przez fale Atlantyku. Wysokie na 20 metrów, mieniące
się w słońcu klify, to jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie. Nie można spędzać wakacji na portugalskim wybrzeżu i w końcu tu nie
trafić. A jeśli jakimś cudem Wam się to udało, to macie dobry powód, by wrócić.
Na terenie mariny w Lagos wiele firm oferuje
wycieczkę na Ponta da Piedade, cena wszędzie ta sama: 10 euro za godzinę.
Oferta niczym się nie różni, wybieramy więc pana, który ma lepsze gadane –
człowieka z łabędziem na głowie. Zapamiętajcie ten szczegół, pilotem w „łabędziej” firmie jest bowiem jedyna kobieta w tym biznesie – Patricia.
Świetna babka, która opowiedziała nam mnóstwo ciekawostek o klifach i Algarve.
Smutno było mi, gdy patrzyłam na przepływające obok łódki, w których piloci
słowem się nie odzywali. Nasza wycieczka dzięki Patricii nabrała nowego
wymiaru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)