U niektórych ludzi... tych, którzy mają w sobie coś z wagabundy... dusza jest przenośna.
Stephen King
Piątek, przedostatni dzień we Włoszech.
Pobudka o 7 rano. Szybki prysznic, kawa i
zaopatrzeni w ciepłe jeszcze croissanty i butelki wody wyruszamy zdobyć słynne
Cinque Terre.
Oczekiwania są ogromne. W głowie miliony
zdjęć. I jakaś taka nadzieja, że i to miejsce na mapie Ligurii nas nie
zawiedzie.
Wędrówkę zaczynamy w Monterosso al Mare,
gdzie prawie natychmiast wchodzimy na 5 kilometrowy szlak do Vernazzy, by
zobaczyć jeden z najsłynniejszych widoków włoskiej riwiery.
Słońce świeci od rana niemiłosiernie. Niebo
jest idealnie błękitne. Trudno nie kochać życia.
Ten odcinek Cinque Terre jest określany jako
średnio trudny. Przez większość czasu albo wchodzi się pod górę (niestety nie
zawsze ścieżką, jest sporo schodów) albo na dół, by po chwili znów wchodzić pod
górę. Są jednak chwile, gdy idzie się po prostu przed siebie i kontempluje
widoki.
Ścieżki są na tyle wąskie, że jakikolwiek
dłuższy przystanek na robienie zdjęć spotyka się z protestami idących za nami,
zwłaszcza, jeśli śpieszy im się (?!) lub nie rozumieją, jaką można czerpać
radość z robienia zdjęć... Jest jednak kilka punktów, w których można na chwilę
przystanąć/usiąść i głównie tam wyciągam aparat, starając się nie przeszkadzać
innym.
Są zbocza winne, morze, dużo zieleni. Czy można chcieć czegoś więcej?
Jest nawet miejsce z kłódkami dla zakochanych.
Upał i trudy trasy rekompensują po stokroć widoki.
Warto mieć wygodne buty, bo miejscami są kamienie i jest ślisko.
Ja miałam bardzo wygodne balerinki, które zawsze ze sobą zabieram na wyjazdy. Są już pozdzierane, ale chodziłam w nich po czerwonych skałach na Santorini i przemierzałam kilometry w Barcelonie, czy innych miastach.
Na Cinque Terre również zdały egzamin celująco.
Trasa z Monterosso do Vernazzy jest niezwykle malownicza, a jej przejście z przerwami na zdjęcia zajęło nam ponad 2 godziny. Szacowany czas to jednak 1,5 godziny.
Po drodze znajdują się liczne tabliczki, informujące, gdzie należy zadzwonić, gdyby ktoś źle się poczuł lub coś się stało. W takiej sytuacji trzeba podać przez telefon numer punktu, przy jakim się jest i oczekiwać na pomoc.
Ukoronowaniem trasy jest pocztówkowy widok na Vernazze. My mamy pecha, bo do punktu docieramy w samo południe, gdy słońce świeciło znad miasteczka wprost na nas i aparat.
Zdjęcia udało mi się podratować, przyciemniając barwy (chyba pora zacząć ustawiać filtry w aparacie;)
Poniżej jeszcze zdjęcie tunelu, którym na Cinque Terre jeżdżą pociągi :)
Następnym razem zejdziemy na dół do Vernazzy, wrócimy na chwilę na plażę do Monterosso i pospacerujemy po Cornigli.
Będzie kolorowo, słonecznie i pięknie!

