sobota, 10 stycznia 2015

Przypływamy do Santa Margherita Ligure



Jak już pisałam tutaj i tutaj Portofino mnie oczarowało. W porcie miasteczka dostrzegliśmy odpływające w różnych kierunkach łódki, którymi można było dostać się m.in. do San Fruttoso czy Santa Margherita Ligure. Jako, że by wrócić do La Spezii, naszej bazy wypadowej do zwiedzania Ligurii, musimy i tak przesiąść się w Santa Margherita Ligure, to decydujemy się wsiąść na łódkę i popłynąć. Na początek małe zamieszanie w porcie w Portofino. W budce, w której kupuje się bilety nikogo nie ma, a trzy osoby z obsługi spokojnie stoją sobie i gadają. Decyduję się przerwać ich dolce far niente i pytam, kiedy będę mogła kupić bilety. Pan mówi, żebym się nie przejmowała, bo sprzeda mi je później, jak będę wchodzić do łódki ;) 

Zazdroszczę Włochom ich podejścia do życia. Ja bym się zdenerwowała w pracy, gdyby ktoś mnie zapytał, dlaczego coś jeszcze nie jest zrobione, a oni spokojnie, uśmiech na twarzy, wszystko będzie bene, a teraz spokój i dolce vita. Uwielbiam ten kraj!


> > > bilet na łódkę  Portofino - Santa Margherita Ligure: 6,00 euro/os < < <


W końcu wyruszamy, oczywiście z opóźnieniem ;) Słońce świeci, dookoła piękne widoki, żyć nie umierać ;) Nie chciałam psuć ten chwili robieniem zdjęć, aparat wyciągnęłam więc dopiero gdy widać było cel naszej wyprawy.




Cała podróż trwała około 10 minut i była 3 razy droższa niż podróż autobusem (1,80 euro/os). Byłą to jednak miła odmiana po jeździe w ścisku.



Santa Margherita Ligure spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Miasto jest zupełnie inne niż Portofino czy Cinque Terre, a jednak ma w sobie bardzo dużo uroku, polegającego głównie na nienachalnej elegancji kolorowych domków, zadbanych ulicach, rozległych skwerach z licznymi kawiarniami i knajpkami. 


Tu właśnie jemy pyszne panini i zapijamy je obficie winem. Turystów jak na lekarstwo (spotkamy ich wszystkich kolejnego dnia, zwiedzając Cinque Terre). Cisza, spokój i taka powolność życia. Miasto jest bardzo eleganckie i ...drogie. Widać, że zatrzymują się tutaj zamożni turyści, a jednak mimo to nie odbiło się to na panującej atmosferze i urokowi miejsca.



Najpierw spacerujemy nabrzeżem





trafiamy nawet na miejską plażę





i port z jachtami






potem zagłębiamy się w miasto. 
Bardzo podobają mi się te kolorowe kamieniczki.





Wspinamy się coraz wyżej, widoki pięknieją w oczach. 





Trafiamy nawet na chwilę to jakiegoś parku.


Szkoda, że potraktowaliśmy to miasto po macoszemu i wpadliśmy tu tylko na 3 godziny w drodze do hotelu. Chciałoby się tu zostać na dłużej i chłonąć to piękno.



Następnym razem to na co najbardziej czekam i myślę, że Wy też: Cinque Terre!

niedziela, 4 stycznia 2015

Wspomnieniami wracam do Barcelony i dzielnicy Barri Gotic


„To miasto ma czarodziejską moc. Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę.”


W Nowy Rok zaczęłam czytać „Wyznaję” Jaume Cabre, której akcja osadzona jest w Barcelonie i zaczęło się niby niewinnie: od oglądania zdjęć z wakacji w lipcu 2013 roku, od marzenia o fantazyjnych budynkach Gaudiego, o przemierzaniu Rambli w tą i z powrotem, o spacerach wąskimi uliczkami mojej ukochanej Barri Gotic... No to kiedy by tam wrócić? I znowu gorączka podróżnicza i tęsknota za kolejnym miejscem już odwiedzonym...


Dzielnica Gotycka to podróż do średniowiecza w centrum tętniącego życiem miasta. Chwilę wcześniej byliśmy wśród tłumów na Rambli, kilka kroków dalej znajdujemy się w zupełnie innym świecie. Miejscu, gdzie słońce nie parzy, uliczki są wąskie, a zabudowa przenosi nas do czasów, gdy modlitwa dominowała nad każdą inną dziedziną życia – do hiszpańskiego średniowiecza.







Cudownie jest tak spacerować, podziwiać detale i kunszt ówczesnych artystów. 



Są tu rozległe place, urocze krużganki w Claustro, fontanna zamieszkała przez gęsi, są też katedry, w tym ta najważniejsza w Barcelonie – Katedera Św. Eulalii, w której ciemnych wnętrzach można poczuć powiew historii Europy.















 
Ocienione ulice Barri Gotic to doskonałe miejsce na spacer, gdy słońce nieznośnie praży. Tu docierają zaledwie jego promienie, pozwalając chwilę odpocząć od skwaru. Zachwycony będzie każdy miłośnik historii, oczy zaświecą się miłośnikom średniowiecznej zabudowy, a każdy zmęczony upałem znajdzie trochę cienia dla siebie. 



Do Barcelony wrócimy jeszcze w międzyczasie innych podróży. Spędziłam w tym pięknym mieście 6 słonecznych dni, trochę opowieści się więc nazbierało.