Trynidad to najpiękniejsze miasteczko na
Kubie. Kolorowe, trochę senne i leniwe, zachwyca brukowanymi drogami i
kolonialnym klimatem. Cała jego historyczna część to miejsce, w którym powinno się nakręcić jakiś film. Taki z dorożkami, jeźdźcami na
koniach i wielką miłością w tle. Tu nie trzeba nawet niczego zmieniać. Jest tak
wyjątkowo i pięknie, że nogi same niosą.
Postanawiam zajrzeć w każdy kąt. Nieznośny
upał zwalczam orzeźwiającym drinkiem canchanhara (rum, miód, woda, lód i cytryna), który
można wypić w knajpie o tej samej nazwie. Obiecuję, że nietypowy smak
wynagrodzi Wam oczekiwanie w możliwej kolejce.