Tygodniowy wypad na Maltę w połowie
września pozwolił mi choć na chwilę oderwać się od codzienności wypełnionej
pracą i innymi obowiązkami. Słoneczna wyspa okazała się być strzałem w
dziesiątkę na jesienny wypad. Znów przez chwilę żyło mi się wolniej, spokojniej,
szczęśliwiej... Znów odkrywałam miasta, wędrowałam szlakami, zwiedzałam to, co
trzeba zobaczyć i szukałam własnych dróg. Czy na Malcie odnalazłam swoje
miejsce?
Maleńka Mdina otoczona murem okazała się
być najbliższa memu sercu, stolica – Valetta z kolorowymi, opadającymi
stopniowo balkonami, podobała mi się ogromnie, ale nie do końca zaiskrzyło
między nami... Tak więc zachwycałam się, odnalazłam na nowo w sobie dziecko w
Poppeye Village, próbowałam specjałów kuchni maltańskiej, walczyłam z wiatrem
na Gozo i dużo spacerowałam. Niebo było codziennie idealnie błękitne, a słońce
pięknie świeciło. Aż się chciało żyć i działać :)
Dziś zapraszam Was do zapoznania się z
planem 7-dniowego zwiedzania Malty i Gozo komunikacją publiczną. Może komuś się
kiedyś przyda, może ktoś wyruszy moim śladem? Czytajcie i oglądajcie pierwsze
migawki z słonecznego skrawka Europy.
Dzień
1
zakwaterowanie
w St Julian – spacer promenadą w Sliemie – pierwsze spotkanie z Valletta
Dzień
2
Golden Bay - Ghajn Tuffieha Bay - Il
Majjistral Nature Park - Ghadira Bay - Poppeye Village - Anchor Bay
Dzień 3
Mdina – Rabat - Dingli Cliffs
Dzień 4
Blue Grotto - Ħaġar Qim – Mnajdra – Mdina
Dzień 5
Trzy miasta (Vittoriosa, Senglea, Cospicua)
– Valletta
Dzień 6
Marsaloxx – Valletta
Dzień 7
Gozo Jeep Safari: Ramla Bay – Xlendi - Azure
Window – saliny – Marsalforn
Malta jest maleńka i w 7 dni można ją spokojnie zwiedzić. Jak widzieliście w Vallettcie byłam 3 razy, w Mdinie 2. Wracałam więc w ulubione miejsca, miałam już swoją kawiarnię i piekarnię, dwa razy nawet jadłam w tej samej restauracji. Nie plażowałam, choć był przez pierwsze 3 dni okropny upał i chwilami marzyłam by wskoczyć do chłodnej wody... W dzień wycieczki na Gozo bardzo wiało, o czym pisałam na profilu na fb. Kadry wyszły nieostre, wiatr przesunął mnie nawet o kawałek na miejscu widokowym na Azure Window, o kadrowaniu fotek nie było więc mowy. Więcej opowieści już wkrótce. Tymczasem...
Po 7 dniach i 7 nocach nastał
dzień 8. – dzień wylotu. Udało się jeszcze kupić ulubione croissanty w
francuskiej piekarni i trzeba było jechać na lotnisko. Czas w podróży leci za
szybko, gdyby można było choć na chwilę się zatrzymać...