Następnego dnia po sprawdzeniu, czy Krzywa Wieża stoi, udaliśmy się na
jednodniową wycieczkę do Lucci, która miała być równie piękna jak Florencja czy
Siena.
Może zacznę od tego, że już od rana wszystko było nie tak. Na początek nieświeże śniadanie w Hotelu La Torre, właściwie brak słońca i takie ogólne podenerwowanie, bo już środek wycieczki i niedługo trzeba wracać :( A może po prostu wstałam tego dnia lewą nogą z łóżka? Nie wiem. W każdym razie po przejechaniu pół godzinki pociągiem z Pizy, znaleźliśmy się przed starymi murami Lucci. Pełni nadziei na fajnie spędzony dzień. Niestety wszystko było nie tak.
> > > bilet na pociąg Pisa – Lucca: 3,40
euro/os < < <
Z dworca kolejowego kierujemy się prosto pod renesansowe mury obronne,
szybkie spojrzenie na mapkę miasta
![]() |
| źródło: Citta di Lucca |
i decydujemy się chodzić bez planu, tego dnia mamy ochotę po prostu się
powłóczyć. Świetnie sprawdziło się to w Sienie, więc czemu nie spróbować
ponownie?
Mnie zachwycają wąskie uliczki, w których czuję się jak ryba w wodzie.
M. kręci nosem, więc kierujemy się ku Piazza San Michele, gdzie znajduje się zbudowany w VII wieku Kościół San Michele in Foro.
Najważniejszy plac w mieście, a
robi na nas średnie wrażenie. Jest chłodno, wszędzie pełno turystów, miasteczko
przeciętne, najchętniej uciekłabym z Lucci natychmiast! Idziemy więc na obiad,
a nuż będzie lepiej...
Humor poprawił mi się dopiero, gdy dotarliśmy pod Torre Guinigi, zbudowaną w XV wieku wieżę, na której szczycie poza tarasem widokowym rosną sobie dwa dęby, i to od 400 lat :) Warto było pokonać kolejne 300 schodów, by spojrzeć na Lucce innym okiem.
> > > bilet wstępu do Torre Guinigi - 4 euro/os < < <
M. kręci nosem, więc kierujemy się ku Piazza San Michele, gdzie znajduje się zbudowany w VII wieku Kościół San Michele in Foro.
Niestety i tu porażka. Pizza w
jednej z restauracji sieci Ristorante jest jedynie zjadliwa. Nie zostawiamy
więc napiwku i pośpiesznie idziemy na dalszy obchód Lucci - coraz bardziej
zniechęceni.
W Lucce wszędzie pełno jest rowerzystów, co ma uzasadnienie w tym, że ulice są wyjątkowo wąskie. Ci dwaj panowie nie jechali jednak w konkretne miejsce, ale jeździli sobie w kółko.
Wesołe życie emeryta, hej!
Humor poprawił mi się dopiero, gdy dotarliśmy pod Torre Guinigi, zbudowaną w XV wieku wieżę, na której szczycie poza tarasem widokowym rosną sobie dwa dęby, i to od 400 lat :) Warto było pokonać kolejne 300 schodów, by spojrzeć na Lucce innym okiem.
> > > bilet wstępu do Torre Guinigi - 4 euro/os < < <
W Lucce spędziliśmy kilka godzin i w naszym przypadku to było za mało, by móc to miasto polubić. Jedynie widoki na czerwone dachy z Torre Guinigi uratowały jako tako ten dzień naszej włoskiej wyprawy.
No to żegnamy Toskanię, następnym razem już Wybrzeże Liguryjskie i piękne Portofino!



